Warto zdać się na siebie będąc na wakacjach. Nie leżeć  cały urlop plackiem nad basenem przekręcając się tylko z boku na bok. Dziś chciałabym pokazać wam małą część moich  wakacji na Zakynthos. Przed 6 dni zrobiliśmy 600 km na kładach. Wyjeżdżaliśmy rano, wracaliśmy często już po zmroku. To był niesamowity czas. Zdaje siebie sprawę, że nie wszystkim odpowiadałaby taka forma aktywnego wypoczynku ale ja jestem zakochana w motorach wiec i kłady nie były wcale gorszą alternatywą.

 

img_2167

 

img_2142

 

img_2136-2
Wolność! Jest to pierwsze towarzyszące uczucie, jakie przyszło nam do głowy, kiedy zaczynaliśmy nasza przygodę z kładami. Otwierasz oczy rano,  wrzucasz coś na ząb i ahoj przygodo! Wiecie, co najbardziej kocham w motorach? To, że w krótkim czasie mogę tak wiele zobaczyć. Jest to zupełnie inne odczucie niż w samochodzie to tak jakby fakt siedzenia bez żadnych barier zbliżał cię do rzeczywistości w jakiej danej chwili się znajdujesz. Uwielbiam to! Jeździsz po wioskach, patrzysz na ludzi, domy i ich podwórka, gdzie często coś robią i zastanawiasz się jak wygląda ich życie. W godzinę masz możliwość odwiedzić tak wiele różnych miejsc.
Mam straszną słabość do Grecji. Jeśli trzeba by było wybrać jeden kraj, który chciałoby się odwiedzać przez resztę życia, to byłby właśnie ten kierunek. To trochę tak jak drugi dom. Byłam tam już 5 razy, a mój najdłuższy pobyt trwał prawie 4 miesiące. Chociaż wiem, że to banalnie zabrzmi kocham tą niezaskakująca i stabilną pogodę, ich luźny lekko olewczy stosunek do życia i  język. Mam też to szczęście, że od początku poznaje Grecję z najprawdziwszej strony czyli od strony jej mieszkańców, gdyz posiadsamy rodzinę w Atenach.

 

20160522_180758

 

20160523_142605

 

Mój mąż zna język grecki. To otwierało nam wiele szans na jeszcze lepsze przygody. Oni posiadają w sobie tyle dystansu i spokoju ducha. Są też bardzo rodzinni. Dzień przed końcem wakacji wracając z zatoki wraku, czując już niezły głód zatrzymaliśmy się w górach pod domem z pięknym wielkim drzewem oliwnym, który tworzył swoisty parasol dla przydomowej tawerny. Byliśmy dwoma kładami i 7 osobowym autem. Musiał być niezły widok kiedy nagle ich codzienny spokój przerwało 11 wesołych głodnych Polaków. Maciek poszedł spytać czy mają suflaki. Z domu wyszła mała, starsza kobieta w białej chustce zawiązanej tak jak to babcie lubią najbardziej. Kobieta powiedziała, że owszem tak ale idzie obudzić syna. Wyobrażacie sobie to?! Godzina 14 prowadząc tawernę idziesz sobie na sjestę. Syn wstał i przywitał nas przyjaźnie. Do tego stopnia, że do naszego przywiezionego ze sobą winka przyniósł nam szklanki i lód. Zamówiliśmy suflaki. I wiecie co?! To były najlepsze sauflaki jakie jedliśmy w życiu. Usiedliśmy przy długim stole pod tą wielką oliwką, raczyliśmy się winem i cieszyliśmy się chwilą. Zaprosiliśmy Greka do stołu. Opowiedział nam jak tak naprawdę im się żyje, jak dużo państwo im zabiera. Tu widać wspólne cechy z Polską, gdzie małe firmy płacą ogromne opłaty za bycie na swoim. Dostaliśmy zaproszenie do jego kuchni. Pokazali nam jak robią swoje własne sery. Piece opalane drewnem, w której przygotowują mięso. Niby to takie wszystko zwykle i proste co pisze ale uwierzcie mi takie chwile długo się pamięta. Ktoś pokazuje ci kawałek swojego świata i wprowadza cię do swojej kuchni. Takie przygody są najlepsze!

 

dsc_0577

 

20160526_170955

 

Było to w maju i trochę czasu już minęło ale kiedy jak nie teraz jest najlepszy czas na wspominanie. Zdecydowanie robi się cieplejsza atmosfera wokół i jakoś ta pogoda za oknem nie straszna.

 

dsc_0727

 

img_1917

 

img_1825

 

Kłady dają dużo większe możliwości dojechania w mniej dostępne miejsca. Wielka frajda! Wjeżdżasz na plażę, poszaleć na brzegu, zdobywasz górskie szczyty dojeżdżając tam pięknymi, kamienistymi drogami. Na wyspie jest dużo wąskich asfaltowych dróg, które idą wysoko w góry, gdzie tereny nie są zamieszkałe. Wjeżdżając na szyty można dosłownie zachłysnąć się niesamowitymi, wręcz bajkowymi widokami. Wjeżdżając właśnie po kolejnej nieznanej drodze dojechaliśmy do budowanego właśnie domu. Z rozmowy z budownikami dowiedzieliśmy się, że buduje je pewnien Szwajcar i później je sprzedaje. Powiem wam, że często wracam myślami do tego domu, widok był tak niesamowity. Staliśmy na tarasie tego domu i chyba każdy z nas miał w wyobraźni jak by to było, gdybyśmy w nim mieszkali. Niesamowite! Zobaczcie sami…

 

img_1947

 

img_1953

 

img_1943

 

Przez te 6 dni przygody ciągle było nam mało. Może dlatego, ze kochamy motory i to jest zdecydowanie nasza pasja. Pewnie jeszcze nie raz opiszę tu kilka fajnych tras jakie można zrobić chociażby po Kaszubach. Tymczasem do następnego razu !
img_2166

 

img_2200

 

img_2201

 

img_2205

 

20160522_182727

 

20160522_183822

                          Zgubieni wśród wiosek, pytamy o drogę… w końcu z pomocą nadciąga Pop… chyba był najlepiej obeznany ze wszystkich mieszkańców 🙂

 

20160526_142221

 

img_1985

Moje recenzje kosmetyków będą krótkie i rzeczowe. Takie, jakie najbardziej lubię czytać . Nie przepadam za elaboratami na całą stronę. Najbardziej lubię typ: plusy i minusy. Ze względu na ograniczony czas siedzenia przed komputerem (dzieciaki i te sprawy ) jest to najszybszy sposób, żeby sprawdzić czy  dany kosmetyk nadaje się dla mnie czy nie.

 Mincer Pharma VITAC INFUSION Intensywnie nawilżający krem na dzień 601

Mincer Pharma VITAC INFUSION  Przeciwzmarszczkowy krem na dzien i na noc 602

Bardzo dawno nie używałam drogeryjnych kremów, dla tych zrobiłam wyjątek. Czy było warto?!

Muszę wam przyznać, że kremy są tak podobne do siebie, że opiszę je po prostu razem.

+ładne opakowanie, szklany słoiczek

+ przyjemny delikatnie cytrusowy zapach, po aplikacji przestaje być wyczuwalny

+ przyjemna nie lepiąca się konsystencja koloru  żółtego

+kremy świetnie współgrają z makijażem, nawet po nałożeniu większej ilości nie rolują się

+ dość szybko się wchłaniają

+  VITAC INFUSION Intensywnie nawilżający krem na dzień pozostawia delikatną, nawilżoną skórę, chociaż przy bardzo suchej skórze przydaje się po chwili powtórna aplikacja ale starcza to zdecydowanie już na cały dzień uczucie komfortu na skórze

+ VITAC INFUSION Intensywnie przeciwzmarszczkowy krem na dzień i noc  dla skóry suchej także pozostawiający delikatną, nawilżoną skórę. Krem ma bardziej treściwą konsystencję, więc dodatkowa warstwa przy skórze suchej, dla której jest dedykowany, nie jest potrzebna.

+ niekomodogenne, sprawdzone na mojej bardzo podatnej na zapychanie skórze. Nie zauważyłam żadnych zaskórników itp.

+nie podrażniają skóry

+/- cena (chyba zawsze  jako jedyna pozostaje do własnej oceny, w Rossmanie to ok.45 zł za słoiczek)

+/- kremy nie zawierają filtrów (też kwestia sporna, więc to czy jest to wada czy zaleta zostawiam do waszej oceny) ale jak twierdzi producent ma on w swoim składzie olej z owoców rokitnika, który pomaga chronić przed promieniowaniem UVB/UVA.

Podsumowując :  Fajne, przyjemne kremy do codziennego stosowania. Kupiłabym ponownie, gdyby nie moja ciągła chęć poszukiwania nowych wrażeń kosmetycznych. Producent  dedykuje krem do wszystkich typów cery. Zgadzam się, chodź  jak już pisałam przy cerze bardzo suchej krem 601 potrzebna jest po wchłonięciu powtórna aplikacja. Dzięki dodanemu olejku ze skórek cytryn ich zapach jest rzeczywiście cytrusowy co sprawia, że chętnie się po nie sięga. Co do obietnic producenta o ujędrnianiu byłam bym jednak nieco obojętna, bo powiedzmy szczerze jaki kremy mają taką siłę sprawczą.  Za to rzeczywiście po aplikacji cera ma więcej blasku co może też powodować kolor kremów. Po nałożeniu żółtego odcienia na skórę cera wydaje się mieć zdrowszy koloryt.  Kremy wysoko w swoim składzie mają olejek rycynowy, który ma  świetne właściwości nawilżające i wspomaga funkcje ochronne skóry. Olej jojoba mają gdzieś w połowie składu, tuż za nim wyszczególniony jest też olej słonecznikowy. Ekstrakt z camu-camu jest jeszcze dalej (na szczęście nie na samym końcu). To właśnie ten krzew ten krzew jest źródłem witaminy c w tych kremach. Ponad to można tam też  znaleźć żeń-szeń, który rewitalizuje regeneruje i poprawia ukrwienie skóry. Myślę, że warto było je kupić i przetestować.

Chciałabym po raz pierwszy oficjalnie przywitać was na moim blogu. Mam nadzieję, że będziecie zaglądać tu częściej i  znajdziecie trochę inspiracji lub po prostu spędzicie milo czas czytając  moje koleje wpisy. Na pewno poznacie mnie trochę bliżej, podzielę się z wami moimi zainteresowaniami i tym co lubię robić. Muszę się przyznać, że stworzenie tej strony było dla mnie dużym wyzwaniem. .. . Fajnie stawiać sobie jakieś cele i później je w końcu zrealizować. Napisałam „w końcu” ponieważ, do tej pory rożnie bywało z moimi postanowieniami. Niestety nie jestem typem osoby, która jak coś zacznie to na pewno skończy.   W większości przypadków  miałam super pomysły,  poważne zamiary ale z pełną ich realizacją już było gorzej. Warto przekroczyć  jakieś swoje granice, wyjść ze strefy komfortu, przemóc się , zebrać w sobie i zrobić to co zawsze chcieliśmy. Nie jestem zwolenniczką postanowień noworocznych. Uważam, ze one i tak w większości nie są realizowane. Każdy dzień jest dobry na nowe postanowienia i nie trzeba czekać z tym do pierwszych dni nowego roku. Życzę sobie i  wam żebyście nie rezygnowali ze swoich planów. Zadziwcie samych siebie, że jednak można coś dokończyć, wykonać w całości. . Ja to zrobiłam i to naprawdę fajne uczucie, a przede wszystkim dobra lekcja. Chociaż powiedzenie : „Chcieć to znaczy móc „ zaliczane jest do banałów to warto powtarzać sobie takie banały niż być bezczynnym. Tak naprawdę wystarczy tylko trochę  wysiłku.

Dzisiejsza stylizacja jest jedną z moich ulubionych. Elegancka, ale jest w niej też trochę luzu. Klasyczna czerń połączona z jeansami nadaje się zarówno na dzień jaki i na wieczorne wyjście.   Bluzka jest z tzw. żabotem. To on sprawia, że dzieje się coś z przodu, i załatwia sprawę wszelkiej biżuterii.  Spodnie mają super długość.  Dzięki nieustającej modzie na kozaki i muszkieterki świetnie sprawdzi się ona  też jesienią i zimą, bo po prostu będzie nam wygodniej wkładać buty, a jeansy nie będą podciągać się do góry ( mnie to strasznie irytuje).  Jeszcze kilka słów o torebce. Jak tylko ją zobaczyłam wiedziałam, że musi być moja. Jest tak prosta w formie i ten detal z przodu, który dodaje uroku. Naprawdę rzadko kiedy można spotkać w sieciówce taką perełkę. Sprawia wrażenie towaru z wyższej półki, a swoją stylistyką i formą przywodzi mi na myśl torebki Dziki Józef ( może dlatego, że mam już inną z tej firmy)… po prostu miłość od pierwszego wejrzenia.  Pokazałam  dwie wersje stylizacji: na obcasach i bardziej wygodnie- na płasko.

Buziaki:*

 

 

 

KAMIZELKA- Reserved

BLUZKA- no name

SPODNIE- Zara

TOREBKA- Reserved

SZPILKI- Deezee

PŁASKIE BUTY- Zara