Cześć kochani!

Dziś jeden z najmilszych tematów czyli kosmetyki kolorowe.

Już ponad miesiąc testuje cztery produkty do makijażu Lirene. W końcu najwyższa pora, aby podsumować moje refleksje.

Zacznę od bazy  rozświetlającej pod makijaż BE GLAM, po nią pierwszą sięgam jak rozpoczynam malowanie. Produkt przychodzi do nas w bardzo poręcznej niedużej tubce, wygodnej do wyciskania. Ma dość przyjemny lekko kwiatowy zapach. Baza jest koloru białego ale po rozsmarowaniu nie zostawia białej poświaty. Zawiera rozświetlające drobinki, które pięknie stapiają się ze skórą. Nie bójcie się, ponieważ są one kompletnie nie widoczne. Perłową taflę można dostrzec jedynie na opuszkach palców po nałożeniu. Skóra rzeczywiście jest lepiej nawilżona, a perłowy pigment fajnie odbija światło. Baza bardzo szybko wchłania się w skórę.  Ma nietłustą konsystencję. Już po chwili nie czuć, że w ogóle ją nałożyliśmy co dla mnie jest dużym plusem. Same wiecie jak nieprzyjemne jest uczucie na twarzy gdy mamy nałożone zbyt ciężkie kosmetyki. Producent zapewnia, że jest odpowiednia dla każdego rodzaju cery. Ja mogę zagwarantować Wam, że dla suchej jak najbardziej. Stosuję ją parę razy w tygodniu gdy zależy mi aby makijaż wytrzymał dłużej niż zazwyczaj.

 

Trwałość makijażu zależy też od dobrze dobranego podkładu. Ten z Lirene PERFECT TONE jest dla mnie strzałem w dziesiątkę. Jako jeden ze wszystkich moich podkładów najdłużej pozostawia moją skórę bez świecenia się w strefie T. Jestem nim naprawdę zachwycona i nie widzę w nim żadnych minusów. Ma bardzo przystępną cenę, szklany słoiczek z pompką i bardzo ładne odcienie. Mój to light 110. Dla bladzioszków w zimę idealny. Podkład nadaje subtelny połysk skórze i wyglądamy naprawdę na bardziej wypoczęte. Lubię go za lekkość, jest praktycznie nie wyczuwalny na skórze. Na buteleczce możemy przeczytać, że fluid lekko kryje. Według mnie kosmetyk ma bardzo fajne średnie krycie i w zupełności przykrywa drobne zaczerwienienia czy niedoskonałości. Naprawdę polecam dziewczyny, wypróbujcie go!

Korektor do zadań specjalnych BE PERFECT od Lirene ma maskować zmarszczki i niedoskonałości. Stosuje go codziennie pod oczy. Fajnie przykrywa cienie. Mam taki trik, że aby jeszcze bardziej zwiększyć krycie korektora możecie po nałożeniu odczekać chwilkę jak lekko zastygnie i dopiero wklepać resztę. Oba korektory są w bardzo poręcznych małych tubkach, zakończonych aplikatorem w gąbeczce. Dzięki temu przy dobrej wprawie niemalże, nie musimy używać rąk do ich wklepania. Znów tak jak poprzednie kosmetyki jest lekki, a jego aksamitna konsystencja stapia się ze skórą, przez co wygląda bardzo naturalnie.

Jego brat to korektor rozświetlający NO DARK CIRCLES. Produkt ma za zadanie poprawić mikro cyrkulację krążenia pod oczami, a przy tym zakryć cienie. Ja nie mam dużych cieni więc u mnie jak najbardziej zdaje egzamin i nie mam do niego żadnych zastrzeżeń. Jestem bardzo miło zaskoczona kosmetykami kolorowymi Lirene. Widać, że stawiają na dobrą jakość i z ciekawością przetestuję kolejne nowinki makijażowe z tej firmy.

Na koniec chciałabym jeszcze wspomnieć Wam o bardzo przyjemnych maseczkach typu peel off. Mieszamy je z wodą, nakładamy i po 10-15 minutach ściągamy zastygniętą plastyczną masę. Znam je już od jakiegoś czasu i używanie ich to czysta przyjemność. Każda z nich ma bogata formułę z jakimś dobroczynnym składnikiem. Moja ulubiona to regenerująca z olejkiem rozmarynowym, a przed wielkimi wyjściami ta napinająca z 24k złotem i perłą.  Dzięki nim każda z nas może zrobić sobie w domu małe SPA.