Dzień dobry kochane,

Dziś przychodzę do Was z rajem dla brwi. Jakiś czas temu przyszła do mnie paczka z Delia Cosmetics z ich całą ofertą do brwi. Muszę Wam przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem. Wiele z tych produktów już znałam, ale większość to było nowe odkrycie. Produkty są naprawdę godne uwagi. Firma przykłada bardzo dużą uwagę do jakości i oraz  wyglądu produktu. Opisałam każdy rodzaj bardzo krótko, aby Was nie zanudzić. To co.. zaczynamy!:)

Serum na wzrost rzęs i brwi- wzmacnia rzęsy i brwi, zapobiegając wypadaniu. Widoczny efekt już po 15 dniach stosowania. Fajna opcja aby odbudować swoje rzęsy i brwi.

Zestaw do stylizacji brwi-zestaw zawiera wosk, dwa pudrowe cienie w naturalnych kolorach i wygodny pędzelek z dwoma ukośnymi pędzelkami. Dla większej wygody kasetka ma wbudowane lusterko.

Henna do brwi i rzęs żelowa-występuje w trzech odcieniach: grafitowy, ciemny brąz i czarny. W zestawie posiada nawet aplikator ze szczoteczką i miseczkę do mieszania. Henna pozwala uzyskać efekt głębokiego koloru na około 2 tygodnie.

Jedno składnikowa ekspresowa henna do brwi- wystarczy aplikować ją co 3 dni. Łatwo i szybko można uzyskać piękny kształt i kolor. Starcza do 20 aplikacji. Zawiera olej arganowy i nie posiada utleniaczy. Występuje w dwóch odcieniach: czarnym i brązowym.

Żelowy korektor do brwi z keratyną– doskonałe wykończenie makijażu i podkreślwnie oprawy oczu. Fajny do codziennego stosowania. Nie barwi na stałę. Można go dostać w dwóch odcieniach: brązowy i czarny.

Pomada do brwi– zestaw zawiera dwustronny aplikator dzięki czemu łatwo można wyprofilować wymarzony kształt rzęs. Fajne podręczne opakowanie nadaje się świetnie do noszenia pry sobie w torebce. Dostępne kolory: jasny brąz, ciemny brąz, grafit.

Henna do brwi kremowa-henna zawiera olej arganowy. Występuje w trzech odcieniach: grafitowy, ciemny brąz i czarny. Posiada innowacyjną, delikatną pielęgnująca formułę. Efekt utrzymuje się do 2 tygodni a opakowanie starcza do 15 aplikacji.

Tradycyjna henna do brwi-to już kultowy produkt. Szybki i wygodny w uzyciu. Wystepuje w trzech klasycznych kolorach.

Kremowa maskara do brwi-świetnie dopełnia codzienny makijaż. Posiada małą szczoteczkę do precyzyjnego malowania. Jeden z moich ulubuonych produktów. Nie pozostawia grudek i nie skleja włosków.

Witajcie!

Dziś krótko o moich ostatnim ulubieńcu kosmetycznym.  Przedstawiam Wam olejek do usuwania makijażu z firmy Resibo.  Znajdziecie go tu(klik). Jest to świetna alternatywa jeśli chcecie spróbować czegoś innego niż płyn micelarny czy mleczko. Podstawowym plusem takiego olejku jest fakt, że podczas usuwania kosmetyków kolorowych jednocześnie pielęgnuję skórę. Jako posiadaczka skóry suchej, czuje dużą ulgę, bo po całym procesie oczyszczania skóra nie jest ściągnięta i przesuszona. Co jest dużym zaskoczenie te cudo świetnie ukoi także cerę tłustą. Dlaczego? Olejek świetnie reguluje pracę gruczołów łojowych, dobrze ją oczyszcza oraz działa antybakteryjnie.Bardzo podoba mi się wygodna pompka i dołączony ręczniczek, który poprawia także efekt demakijażu i delikatnie peelinguje cerę. Olejek Resibo składa się z wielu naprawdę wartościowych składników :Olej abisyński, Olejek manuka, Olej lniany, Olej z pestek winogron, Tocopherol – witamina E. Przyznajcie, że skład robi wrażenie. Naprawdę z całego serca polecam ten produkt. To nie bedzie moje ostatnie opakowanie. Jestem dumna, że mamy tak wspaniałą polską firmę kosmetyczną!

 

 Dzień dobry,

Dziś przedstawiam Wam moje trio z Annabelle Minerals (klik). Są to mineralne kosmetyki do makijażu. O właściwościach tego typu kosmetykach możemy przeczytać bardzo dużo dobrego. Działają one niezwykle dobroczynnie na naszą skórę. Nie tylko pełnią rolę kosmetyków do  upiększania naszej cery, ale dodatkowo jeszcze potrafią ją leczyć, zasuszając np drobne krostki trądzikowe. Są całkowicie naturalne. Zostały stworzone dla cer problematycznych lub takich, które przeszły poważniejsze zabiegi upiększające ( peelingi laserowe, botoks czy operacje plastyczne). Do wyboru macie podkłady kryjące, rozświetlające i matujące. Ja posiadam zestaw kryjący (klik). Chciałabym aby recenzja była bardzo praktyczna, bez zbędnych opisów, dlatego poniżej wypunktowałam Wam moje spostrzeżenia, które jednocześnie są też zaletami tych kosmetyków.

 

 Moje spostrzeżenia:

-produkty niezwykle wydajne. Bardzo dobrze łączą się z cerą. Używam je ponad miesiąc i nie widzę znacznych śladów ubycia.

-zarówno  puder jak i korektor to kosmetyki bardzo kryjące, wystarczy nałożyć naprawdę nie wielką ilość produktu

-róż utrzymuje się na policzkach cały dzień. Świetnie współgra także z innymi podkładami nie-mineralnymi

-makijaż jest nie wyczuwalny ma twarzy, nieważne ile produktu nałożysz. Naprawdę bardzo przyjemne uczucie 😊

-polecam zakup pędzli Annabelle, świetnie jakościowo. Ja posiadam Flat topa, który jest bardzo miękki i idealny nawet do nakładania różu na policzki

– w ciągu dnia wymaga jednak troszkę przypudrowania, ale u mnie dzieje się tak dopiero po dobrych 7-8 godzinach

– Pamiętaj! Może się zdarzyć, że każdy krem będzie dobrze współgrał z podkładem mineralnym. Warto szukać idealnej pary. U mnie jako baza nie zdał egzaminu bardzo treściwy odżywczy krem. Dlatego teraz wybieram lżejsze, ale dobrze nawilżające

– cera powinna być dobrze nawilżona i zadbana, wtedy makijaż będzie idealny

Na Instagramie w wyróżnionych relacjach możecie zobaczyć jak nakładam te produkty oraz jak wyglądają na skórze bezpośrednio po nałożeniu. Pytałyście także jak dobrze dobrać odpowiedni kolor. Annabelle ma w swojej ofercie wysyłkę próbek. Jest to fajny sposób, aby dobrać sobie kolor odpowiednio do aktualnego odcienia naszej skóry. W razie wątpliwości Panie są bardzo pomocne i posiadają duże doświadczenie więc polecam konsultację np. przez e-mail. To co, kto dołączy ze mną do mineralnego świata kosmetyków kolorowych? U mnie teraz czas na wypróbowanie cieni do powiek 😊

 

Okres karnawału to dobry czas, żeby zainspirować się trendami w makijażu. Kto z Was wybiera się na imprezę karnawałową i nie ma jeszcze pomysłu jak wyróżnić się makijażem, może w tym poście znaleźć kilka inspiracji.

W tym roku modny jest metaliczny efekt. Zagościł już na oczach, ustach i paznokciach. Delia na powieki proponuje nam piękne odcienie niebieskiego. Połączony z odcieniami szarości da niesamowity efekt. Potem wystarczy tylko już podkreślić oko czarną kredką Soft Eye Pencil Black , wytuszować rzęsy Mascarą New Look 3D Lashes i gotowe!

Już od paru sezonów odchodzi się od ciężkich podkładów, na rzecz tych lekkich i rozświetlających. Ja jestem zdecydowanie na tak! Skóra wygląda świeżo i promiennie. Podkład Luxury Look Lumi&Healthy świetnie daje egzamin. Jest lekki, nie robi tapety i ładnie ujednolica twarz. Do kompletu proponuję puder matujący i fajny mix na policzki.

Jeśli chodzi o trendy jakie goszczą na ustach to przede wszystkim ponadczasowa czerwień, wchodząca w kolor wina i burgundu. Jest to moja pierwsza  matowa metaliczna pomadka (Matt Liquid Lipstick – Metallic Finish, Jennifer 106 ) i jestem zachwycona. Dokładając kolejne warstwy możemy nawet stopniować sobie intensywność połysku.

Doskonałym dopełnieniem karnawałowego looku będą paznokcie z drobinkami. Delia wprowadziła całą kolekcję lakierów Galaxy, które zwracają na siebie uwagę. Mam nadzieję, że mój makijaż przypadł Wam do gustu 🙂

Udanego karnawału!

 

Cześć kochani!

Dziś moja recenzja kremu różanego do twarzy 1.1 face the cream fridge by yDE 🙂

Wiedziałam, że będzie dobry. Jak może być inaczej skoro w środku same naturalne składniki. Ale to jakie odczucia miałam po nałożeniu przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Najlepszy krem jaki w życiu miałam. Bogaty ale przepięknie się wchłania, nie pozostawiając klejącej warstwy. Kolejna rzecz, która mnie zachwyciła to fakt, że twarz się nie świeci. Rano kiedy po innych kremach zazwyczaj nie ma już śladu na twarzy, krem fridge po prostu nadal nawilża i odżywia twarz. Moje podkłady świetnie się z nim dogadują. Nie zauważyłam też, aby skóra nadmiernie się świeciła w czasie dnia. Tylko cena może trochę boleć. Jednak obiecuję, że po użyciu nie będzie Wam żal ani złotówki. Wszystkie kosmetyki Fridge pakowane są ręcznie przez laborantów. Trzymamy je w lodówce.

 

Krem jest naszpikowany ogromną ilością substancji aktywnych. Opóźnia proces starzenia się skóry. Substancje aktywne (zawarte m.in. w olejku różanym) wnikają przez warstwę naskórka do skóry właściwej. Dzięki temu, toksyny zawarte w skórze są wydalane, i dobre substancje wchodzą w głąb naskórka. Olej różany jest jednym z najlepszych antyoksydantów, ponieważ zawiera wysoką ilość witaminy C. Moja skóra po miesiącu stosowania zdecydowanie ma ładniejszy koloryt, co mnie też zadziwiło znikły drobne przebarwienia. Przy takiej bombie witaminowej skóra staje się mocna i jest chroniona przed złymi czynnikami zewnętrznymi. Polecam Wam to różane cudo z całego serca. Już wiem, że jak tylko mi się skończy kupię kolejne opakowanie. Aha… zapomniałam wspomnieć. Sami powiedzcie jak uroczy jest słoiczek, a produkt przychodzi przepięknie zapakowany w torebeczkę. Uczta dla oka:)

 

 

 

Cześć kochani!

Dziś jeden z najmilszych tematów czyli kosmetyki kolorowe.

Już ponad miesiąc testuje cztery produkty do makijażu Lirene. W końcu najwyższa pora, aby podsumować moje refleksje.

Zacznę od bazy  rozświetlającej pod makijaż BE GLAM, po nią pierwszą sięgam jak rozpoczynam malowanie. Produkt przychodzi do nas w bardzo poręcznej niedużej tubce, wygodnej do wyciskania. Ma dość przyjemny lekko kwiatowy zapach. Baza jest koloru białego ale po rozsmarowaniu nie zostawia białej poświaty. Zawiera rozświetlające drobinki, które pięknie stapiają się ze skórą. Nie bójcie się, ponieważ są one kompletnie nie widoczne. Perłową taflę można dostrzec jedynie na opuszkach palców po nałożeniu. Skóra rzeczywiście jest lepiej nawilżona, a perłowy pigment fajnie odbija światło. Baza bardzo szybko wchłania się w skórę.  Ma nietłustą konsystencję. Już po chwili nie czuć, że w ogóle ją nałożyliśmy co dla mnie jest dużym plusem. Same wiecie jak nieprzyjemne jest uczucie na twarzy gdy mamy nałożone zbyt ciężkie kosmetyki. Producent zapewnia, że jest odpowiednia dla każdego rodzaju cery. Ja mogę zagwarantować Wam, że dla suchej jak najbardziej. Stosuję ją parę razy w tygodniu gdy zależy mi aby makijaż wytrzymał dłużej niż zazwyczaj.

 

Trwałość makijażu zależy też od dobrze dobranego podkładu. Ten z Lirene PERFECT TONE jest dla mnie strzałem w dziesiątkę. Jako jeden ze wszystkich moich podkładów najdłużej pozostawia moją skórę bez świecenia się w strefie T. Jestem nim naprawdę zachwycona i nie widzę w nim żadnych minusów. Ma bardzo przystępną cenę, szklany słoiczek z pompką i bardzo ładne odcienie. Mój to light 110. Dla bladzioszków w zimę idealny. Podkład nadaje subtelny połysk skórze i wyglądamy naprawdę na bardziej wypoczęte. Lubię go za lekkość, jest praktycznie nie wyczuwalny na skórze. Na buteleczce możemy przeczytać, że fluid lekko kryje. Według mnie kosmetyk ma bardzo fajne średnie krycie i w zupełności przykrywa drobne zaczerwienienia czy niedoskonałości. Naprawdę polecam dziewczyny, wypróbujcie go!

Korektor do zadań specjalnych BE PERFECT od Lirene ma maskować zmarszczki i niedoskonałości. Stosuje go codziennie pod oczy. Fajnie przykrywa cienie. Mam taki trik, że aby jeszcze bardziej zwiększyć krycie korektora możecie po nałożeniu odczekać chwilkę jak lekko zastygnie i dopiero wklepać resztę. Oba korektory są w bardzo poręcznych małych tubkach, zakończonych aplikatorem w gąbeczce. Dzięki temu przy dobrej wprawie niemalże, nie musimy używać rąk do ich wklepania. Znów tak jak poprzednie kosmetyki jest lekki, a jego aksamitna konsystencja stapia się ze skórą, przez co wygląda bardzo naturalnie.

Jego brat to korektor rozświetlający NO DARK CIRCLES. Produkt ma za zadanie poprawić mikro cyrkulację krążenia pod oczami, a przy tym zakryć cienie. Ja nie mam dużych cieni więc u mnie jak najbardziej zdaje egzamin i nie mam do niego żadnych zastrzeżeń. Jestem bardzo miło zaskoczona kosmetykami kolorowymi Lirene. Widać, że stawiają na dobrą jakość i z ciekawością przetestuję kolejne nowinki makijażowe z tej firmy.

Na koniec chciałabym jeszcze wspomnieć Wam o bardzo przyjemnych maseczkach typu peel off. Mieszamy je z wodą, nakładamy i po 10-15 minutach ściągamy zastygniętą plastyczną masę. Znam je już od jakiegoś czasu i używanie ich to czysta przyjemność. Każda z nich ma bogata formułę z jakimś dobroczynnym składnikiem. Moja ulubiona to regenerująca z olejkiem rozmarynowym, a przed wielkimi wyjściami ta napinająca z 24k złotem i perłą.  Dzięki nim każda z nas może zrobić sobie w domu małe SPA.

Cześć kochani!

Dziś przychodzę do Was z recenzją bardzo przyjemnego duetu: kremu i serum Lirene z serii C+D pro vitamin energy. Jest to zgrany team nawilżający i rozświetlający dla cery normalnej po 30 roku życia. Kosmetyki zawierają unikalny potrójny kompleks witaminowy. Połączenie dwóch form witaminy C, które zapewniają doskonałe wchłanianie, odmładzają i rozświetlają cerę. Docierają też do głębokich warstw skóry stymulując syntezę kolagenu. W swoim składzie posiadają także witaminę D, która wzmacnia barierę naskórkową i stymuluje odpowiedni sposób nawilżenia. Trzecia z witamin to „witamina młodości” skutecznie działająca z oznakami starzenia. Są napakowane dobroczynnymi składnikami, które służą poszarzałej skórze.

 

Nawilżający krem- żel rozświetlający C+D pro Vitamin Energy

Na początek zajmijmy się kremem. Jego konsystencja jest bardzo przyjemna, inna , bo bardziej żelowa. Ma to swoje duże plusy szczególnie w lato, kiedy skóra potrzebuje lekkich, szybko wchłaniających się kosmetyków. W kremie widoczne są maleńkie kuleczki z witaminą E, które podczas wmasowywania kremu wnikają w skórę. Kosmetyk ma bardzo przyjemny cytrusowy zapach. Stosuję go rano i wieczorem. Makijaż świetnie się na nim trzyma, mam wrażenie, że dzięki żelowej konsystencji skóra nie jest obciążona i nie świecę się kilka godzin po nałożeniu podkładu. Jestem przekonana, że to będzie mój krem numer jeden szczególnie gdy zrobi się ciepło.

 

Skoncentrowane StimuSerum C+D pro Vitamin Energy

Prawdziwy strzał energii dla skóry. Świetnie uzupełnia się z kremem z tej serii. Bardzo go polubiłam. Serum stosuje na noc przed nałożeniem kremu właściwego. Oprócz twarzy nakładam go pod oczy i na szyję. Bardzo szybko się wchłania. Fajnie napina skórę i czuć, że dobrze ją nawilża. Ma taki sam przyjemny letni zapach jak krem. Buteleczka z pompką, jak zwykle najlepiej się sprawdza w codziennym stosowaniu. Dzięki zawartości witaminy C, skóra naprawdę jest lekko rozjaśniona. Kosmetyk warty uwagi.

Podsumowując, jeśli masz normalną cerę i szukasz świetnych, szybko wchłaniających się produktów ta seria jest dla Ciebie. Przyjemne dla oka opakowania, świetny orzeźwiający zapach i rozświetlający kompleks witaminy C na pewno poprawi kondycję zmęczonej skóry. Ja jestem na tak!

Buziaki,

Aga

 

Witajcie!

Pewnie każda z Was wie jak zima i okres grzewczy działa na nasze włosy. Oprócz puszenia się i elektryzowania zazwyczaj włosy stają się też bardziej przesuszone, szczególnie końcówki, które zazwyczaj nie są chronione pod czapką. Dlatego w tym okresie wytaczam cięższe działa i staram się skutecznie działać z  wszystkimi włosowymi problemami.

Moimi niezawodnymi mistrzami w tych działaniach są dwa produkty polskiej firmy NaturalME (klik).

Pierwszy z nich to Serum na końcówki włosów. Dla mnie to jak złoto w płynie. Ma w sobie tyle drogocennych olejów. Olej abisyński regeneruje suche i zniszczone włosy. Nie obciąża ich za to wygładza porowate końcówki i zapobiega elektryzowaniu. Kolejny z olejów to arganowy, który ma za zadanie dodawać blasku, nawilżać i poprawiać sprężystość. W serum zastąpiono też syntetyczne silikony innowacyjnym naturalnym zamiennikiem o nazwie Plantsil.

Jak się sprawdza?

Jest bardzo wydajne,  jednorazowo  na końcówki aplikuję pół pompki (taka buteleczka starczy naprawdę na bardzo długi okres). Stosuję go na dwa sposoby. Na mokre włosy, po umyciu, by lepiej się rozczesywały i doraźnie gdy widzę, że np. po całodziennym bieganiu po dworze stały się wysuszone. Serum szybko dodaje im energii i końcówki stają się bardzo odżywione. Kolejną wielką zaletą tego produktu to cena, która jest naprawdę przystępna. Serum kupisz tu (klik).

Drugi ulubieniec to maska do olejowania włosów. Z olejowaniem włosów jestem już za pan brat. Lubię dbać o nie w ten sposób. Zazwyczaj jednak używałam jedynie oleju kokosowego. Ten z NaturaIME jest mieszanką 7 olejów! To prawdziwa regenerująca petarda 😊 Mamy tu: olej arganowy, kokosowy, migdałowy, lniany, z wiesiołka, winogronowy i jojoba. Uwierzcie mi, że włosy po umyciu  naprawdę stają są błyszczące i milusie w dotyku. Cena tego produktu znów bardzo przystępna, co sprawia, że jeszcze bardziej go kocham. Maskę kupisz tutaj (klik).

Oba produkty bardzo gorąco polecam. Używam ich już naprawdę długi czas i jeszcze mnie nie zawiodły. Uwielbiam ich delikatny zapach oraz opakowania z bardzo praktyczną pompką. Zdecydowanie to najwięksi przyjaciele moich włosów.

Witajcie kochani,

Przedstawiam Wam kosmetyki Bishojo. Fajne polskie produkty bez parabenów, silikonów i innych szkodliwych dodatków. Zapraszam Was na krótką, rzeczową recenzję moich ulubieńców. Bardzo podoba mi się nazwa, która w języku japońskim oznacza „piękna dziewczyna”.Firma ma w swojej ofercie naprawdę ciekawe kosmetyki do pielęgnacji i demakijażu (link do sklepu).

Krem wodny nawilżający 39,99 zł (tutaj możesz kupić)

W kremie widzę same zalety. Jest bardzo lekki i super nawilża. Wchłania się natychmiastowo i nie pozostawia klejącej skóry. Moja skłania się bardziej ku suchej i ten kosmetyk jest dla mnie świetną bazą pod właściwy krem. Używanie kremu wodnego w ten sposób weszło mi tak w nawyk, że nie wyobrażam sobie już nie posiadać go mojej codziennej pielęgnacji. Teraz w okresie grzewczym sprawdza się tym bardziej, bo jest dodatkowym kołem ratunkowym przed suchym powietrzem. Równie dobrze sprawdzi się w upały jako krem właściwy.

Jeśli mamy dzień bez makijażu możemy w prosty sposób poprawić sobie kondycję skóry stosując go kilka razy dziennie. Jest to właśnie główna przewaga wodnych kremów, są lekkie i przyjemne dla skóry, nie męczą jej, a kolejna warstwa w ciągu dnia nie zaszkodzi i nie zapcha.

Płyn micelarny do demakijażu 21,99 zł (kupisz go tutaj)

Pośród wszystkich metod demakijażu płyn micelarny jest moim złotym środkiem. Ten z Bishojo jest bardzo delikatny, a zmywa nawet mój wodoodporny eyeliner. Pod tym względem jeszcze mnie nie zawiódł. Skóra jest miękka i fajnie przygotowana do dalszego etapu pielęgnacji. Ja zazwyczaj po demakijażu myję jeszcze twarz wodą i żelem. W składzie zawarty ma kwas hialuronowy, o silnym działaniu nawilżającym oraz Ekstrakt z Perełkowca Japońskiego, który wzmacnia naczynka krwionośne. Ma wygodne opakowanie i pompkę, która jest dodatkowym atutem. Bardzo się polubiliśmy, świetny produkt!

 

Mimo, iż jestem blondynką ta recenzja skierowana jest  do kobiet o każdym kolorze włosów. Dlaczego? Już Was wtajemniczam…

Jakiś czas temu odkryłam naprawdę kapitalną rzecz. Linia kosmetyków ALFAPARF  PIGMENTS  RE do pielęgnacji włosów zniszczonych farbowaniem. Wydawać by się mogło, że to zwyczajna propozycja od  kolejnego koncernu. Nic bardziej mylnego.

Najlepsza pielęgnacja naszych włosów opiera się o takie produkty, które oprócz tego, że dbają o kondycje naszych włosów dodatkowo chronią kolor. Częste wizyty u fryzjera nie sprzyjają ich zdrowiu, wiec warto jak najdłużej utrzymać pożądany kolor w nienaruszonym stanie. Jak to zrobić? Wystarczy, ze co drugie mycie będziemy używać szamponów i odżywek właśnie z dozą takiego pigmentu, który będzie podbijał nasz kolor.

W Alfaparf bazą jest szampon i maska. W zależności od kolorów włosów dokupujemy sobie pigment, który potem mieszamy z danym kosmetykiem. Producent nazywa go ultra skoncentrowanym czystym pigmentem. Jeśli chcemy możemy używać szamponu bazowego bez pigmentu i dodać sobie tylko pigment do maski. Jednak idealne działanie będzie gdy dodamy pigment do wszystkich kosmetyków z linii. Chodź produkty przeznaczone są do częstego stosowania, ja używam  je co drugie mycie, na zmianę z innym szamponem już bez dodatku pigmentu.

Jakie mamy kolory pigmentów?

Wybór jest szeroki: złoty, miedziany, popielato-złoty, złoto-mahoniowy, fioletowo-popielaty.

Kolor pigmentu dobieramy indywidualnie do naszych farbowanych włosów. I tak np. jeśli ja jestem blondynką i zależy mi na utrzymaniu dość chłodnego odcienia mojego blondu zdecydowałam się na pigment fioletowo-popielaty, bo moje włosy lubią wypłukiwać się na ciepłe odcienie. Jest tez drugi pigment nadający się świetnie dla blondynek, a mowa tu o popielato-złotym, ale on nie zdał by u mnie egzaminu dlatego że, przy nieco żółtych refleksach ten pigment mógłby zostawiać włosy w odcieniu zielonkawym.

Cena malej tubki pigmentu kosztuje ok. 18 zł ( do każdego z moich  dwóch kosmetyków dodaje po jednej takiej małej tubce)

Cała gama kosmetyków PIGMENTS  jaka jest dostępna na rynku składa się z 3 szamponów i 3 masek o ukierunkowanym działaniu. Linia do włosów suchych, normalnych i do włosów zniszczonych. Także możecie kupić sobie inną linię i wtedy zmieszać z odpowiednim pigmentem.

Szampon PIGMENTS RE pojemność 200ml, cena ok. 32 zł

  • co obiecuje producent: przeznaczony do włosów zniszczonych, zawiera peptydy jedwabiu, które w inteligentny sposób osadzają się na włosie, przede wszystkim w najbardziej zniszczonych obszarach włókna. Łuski stają się bardziej spójne, jednolite i wzmocnione, a włosy bardziej miękkie, podatne na modelowanie.

  • moje spostrzeżenia: szampon jak szampon, cudów nie ma się co spodziewać gdyż jest on bardzo krótko na naszych włosach. Na pewno dzięki temu, że ma pigment bardziej pielęgnuje kolor, utrzymuje jego fajne nasycenie. Moim zdaniem też porządnie oczyszcza. Rzeczywiście włosy są błyszczące od samej nasady. Jest też bardzo wydajny, co jest dużą ulgą, bo opakowanie sprawia wrażenie, że szybko nam się skończy.

Maska PIGMENTS RE pojemność 200 ml, cena ok. 50 zł

  • co obiecuje producent: na opakowaniu napisane jest dokładnie to samo co na szamponie 🙂

  • moje spostrzeżenia: bardzo fajna treściwa maska. Zazwyczaj staram się ją trzymać minimum 5 minut, tak aby pigment miał szanse mocniej zadziałać i usunąć moje żółte odcienie. Czasem jak dłużej potrzymam mam wrażenie, natychmiastowego chłodniejszego odcieniu. Bardzo ją lubię. Włosy są błyszczące, miękkie tak jak obiecuje producent. Efekt ten utrzymuje się nawet w dość długim czasie od mycia. Maska tak jak szampon, jest wydajna i jedno opakowanie starcza mi na 2 miesiące z kawałkiem, a używam jej co drugi dzień.

Poniżej wymieszana już maska z pigmentem VIOLET ASH.

Napiszę Wam szczerze… lubię te produkty i zawsze polecam je najbliższym. Ponieważ pigment kupuje się osobno mam wrażenie, że kosmetyk jest bardziej profesjonalny i dobrze dobrany do mojego koloru włosów (uwaga przy mieszaniu, gdyż sam jest naprawdę silny, jak kapnie to ciężko będzie uniknąć trwalej plamy). Teraz jestem dłużej zadowolona z odcienia mojego blondu. Jestem pewna, że to dzięki nim. Pigments są jak mój osobisty ochroniarz przed utratą koloru z dnia farbowania:)

Polecam wypróbować!

AGA