Cześć kochani!

Dziś jeden z najmilszych tematów czyli kosmetyki kolorowe.

Już ponad miesiąc testuje cztery produkty do makijażu Lirene. W końcu najwyższa pora, aby podsumować moje refleksje.

Zacznę od bazy  rozświetlającej pod makijaż BE GLAM, po nią pierwszą sięgam jak rozpoczynam malowanie. Produkt przychodzi do nas w bardzo poręcznej niedużej tubce, wygodnej do wyciskania. Ma dość przyjemny lekko kwiatowy zapach. Baza jest koloru białego ale po rozsmarowaniu nie zostawia białej poświaty. Zawiera rozświetlające drobinki, które pięknie stapiają się ze skórą. Nie bójcie się, ponieważ są one kompletnie nie widoczne. Perłową taflę można dostrzec jedynie na opuszkach palców po nałożeniu. Skóra rzeczywiście jest lepiej nawilżona, a perłowy pigment fajnie odbija światło. Baza bardzo szybko wchłania się w skórę.  Ma nietłustą konsystencję. Już po chwili nie czuć, że w ogóle ją nałożyliśmy co dla mnie jest dużym plusem. Same wiecie jak nieprzyjemne jest uczucie na twarzy gdy mamy nałożone zbyt ciężkie kosmetyki. Producent zapewnia, że jest odpowiednia dla każdego rodzaju cery. Ja mogę zagwarantować Wam, że dla suchej jak najbardziej. Stosuję ją parę razy w tygodniu gdy zależy mi aby makijaż wytrzymał dłużej niż zazwyczaj.

 

Trwałość makijażu zależy też od dobrze dobranego podkładu. Ten z Lirene PERFECT TONE jest dla mnie strzałem w dziesiątkę. Jako jeden ze wszystkich moich podkładów najdłużej pozostawia moją skórę bez świecenia się w strefie T. Jestem nim naprawdę zachwycona i nie widzę w nim żadnych minusów. Ma bardzo przystępną cenę, szklany słoiczek z pompką i bardzo ładne odcienie. Mój to light 110. Dla bladzioszków w zimę idealny. Podkład nadaje subtelny połysk skórze i wyglądamy naprawdę na bardziej wypoczęte. Lubię go za lekkość, jest praktycznie nie wyczuwalny na skórze. Na buteleczce możemy przeczytać, że fluid lekko kryje. Według mnie kosmetyk ma bardzo fajne średnie krycie i w zupełności przykrywa drobne zaczerwienienia czy niedoskonałości. Naprawdę polecam dziewczyny, wypróbujcie go!

Korektor do zadań specjalnych BE PERFECT od Lirene ma maskować zmarszczki i niedoskonałości. Stosuje go codziennie pod oczy. Fajnie przykrywa cienie. Mam taki trik, że aby jeszcze bardziej zwiększyć krycie korektora możecie po nałożeniu odczekać chwilkę jak lekko zastygnie i dopiero wklepać resztę. Oba korektory są w bardzo poręcznych małych tubkach, zakończonych aplikatorem w gąbeczce. Dzięki temu przy dobrej wprawie niemalże, nie musimy używać rąk do ich wklepania. Znów tak jak poprzednie kosmetyki jest lekki, a jego aksamitna konsystencja stapia się ze skórą, przez co wygląda bardzo naturalnie.

Jego brat to korektor rozświetlający NO DARK CIRCLES. Produkt ma za zadanie poprawić mikro cyrkulację krążenia pod oczami, a przy tym zakryć cienie. Ja nie mam dużych cieni więc u mnie jak najbardziej zdaje egzamin i nie mam do niego żadnych zastrzeżeń. Jestem bardzo miło zaskoczona kosmetykami kolorowymi Lirene. Widać, że stawiają na dobrą jakość i z ciekawością przetestuję kolejne nowinki makijażowe z tej firmy.

Na koniec chciałabym jeszcze wspomnieć Wam o bardzo przyjemnych maseczkach typu peel off. Mieszamy je z wodą, nakładamy i po 10-15 minutach ściągamy zastygniętą plastyczną masę. Znam je już od jakiegoś czasu i używanie ich to czysta przyjemność. Każda z nich ma bogata formułę z jakimś dobroczynnym składnikiem. Moja ulubiona to regenerująca z olejkiem rozmarynowym, a przed wielkimi wyjściami ta napinająca z 24k złotem i perłą.  Dzięki nim każda z nas może zrobić sobie w domu małe SPA.

Cześć kochani!

Dziś przychodzę do Was z recenzją bardzo przyjemnego duetu: kremu i serum Lirene z serii C+D pro vitamin energy. Jest to zgrany team nawilżający i rozświetlający dla cery normalnej po 30 roku życia. Kosmetyki zawierają unikalny potrójny kompleks witaminowy. Połączenie dwóch form witaminy C, które zapewniają doskonałe wchłanianie, odmładzają i rozświetlają cerę. Docierają też do głębokich warstw skóry stymulując syntezę kolagenu. W swoim składzie posiadają także witaminę D, która wzmacnia barierę naskórkową i stymuluje odpowiedni sposób nawilżenia. Trzecia z witamin to „witamina młodości” skutecznie działająca z oznakami starzenia. Są napakowane dobroczynnymi składnikami, które służą poszarzałej skórze.

 

Nawilżający krem- żel rozświetlający C+D pro Vitamin Energy

Na początek zajmijmy się kremem. Jego konsystencja jest bardzo przyjemna, inna , bo bardziej żelowa. Ma to swoje duże plusy szczególnie w lato, kiedy skóra potrzebuje lekkich, szybko wchłaniających się kosmetyków. W kremie widoczne są maleńkie kuleczki z witaminą E, które podczas wmasowywania kremu wnikają w skórę. Kosmetyk ma bardzo przyjemny cytrusowy zapach. Stosuję go rano i wieczorem. Makijaż świetnie się na nim trzyma, mam wrażenie, że dzięki żelowej konsystencji skóra nie jest obciążona i nie świecę się kilka godzin po nałożeniu podkładu. Jestem przekonana, że to będzie mój krem numer jeden szczególnie gdy zrobi się ciepło.

 

Skoncentrowane StimuSerum C+D pro Vitamin Energy

Prawdziwy strzał energii dla skóry. Świetnie uzupełnia się z kremem z tej serii. Bardzo go polubiłam. Serum stosuje na noc przed nałożeniem kremu właściwego. Oprócz twarzy nakładam go pod oczy i na szyję. Bardzo szybko się wchłania. Fajnie napina skórę i czuć, że dobrze ją nawilża. Ma taki sam przyjemny letni zapach jak krem. Buteleczka z pompką, jak zwykle najlepiej się sprawdza w codziennym stosowaniu. Dzięki zawartości witaminy C, skóra naprawdę jest lekko rozjaśniona. Kosmetyk warty uwagi.

Podsumowując, jeśli masz normalną cerę i szukasz świetnych, szybko wchłaniających się produktów ta seria jest dla Ciebie. Przyjemne dla oka opakowania, świetny orzeźwiający zapach i rozświetlający kompleks witaminy C na pewno poprawi kondycję zmęczonej skóry. Ja jestem na tak!

Buziaki,

Aga

 

Witajcie!

Pewnie każda z Was wie jak zima i okres grzewczy działa na nasze włosy. Oprócz puszenia się i elektryzowania zazwyczaj włosy stają się też bardziej przesuszone, szczególnie końcówki, które zazwyczaj nie są chronione pod czapką. Dlatego w tym okresie wytaczam cięższe działa i staram się skutecznie działać z  wszystkimi włosowymi problemami.

Moimi niezawodnymi mistrzami w tych działaniach są dwa produkty polskiej firmy NaturalME (klik).

Pierwszy z nich to Serum na końcówki włosów. Dla mnie to jak złoto w płynie. Ma w sobie tyle drogocennych olejów. Olej abisyński regeneruje suche i zniszczone włosy. Nie obciąża ich za to wygładza porowate końcówki i zapobiega elektryzowaniu. Kolejny z olejów to arganowy, który ma za zadanie dodawać blasku, nawilżać i poprawiać sprężystość. W serum zastąpiono też syntetyczne silikony innowacyjnym naturalnym zamiennikiem o nazwie Plantsil.

Jak się sprawdza?

Jest bardzo wydajne,  jednorazowo  na końcówki aplikuję pół pompki (taka buteleczka starczy naprawdę na bardzo długi okres). Stosuję go na dwa sposoby. Na mokre włosy, po umyciu, by lepiej się rozczesywały i doraźnie gdy widzę, że np. po całodziennym bieganiu po dworze stały się wysuszone. Serum szybko dodaje im energii i końcówki stają się bardzo odżywione. Kolejną wielką zaletą tego produktu to cena, która jest naprawdę przystępna. Serum kupisz tu (klik).

Drugi ulubieniec to maska do olejowania włosów. Z olejowaniem włosów jestem już za pan brat. Lubię dbać o nie w ten sposób. Zazwyczaj jednak używałam jedynie oleju kokosowego. Ten z NaturaIME jest mieszanką 7 olejów! To prawdziwa regenerująca petarda 😊 Mamy tu: olej arganowy, kokosowy, migdałowy, lniany, z wiesiołka, winogronowy i jojoba. Uwierzcie mi, że włosy po umyciu  naprawdę stają są błyszczące i milusie w dotyku. Cena tego produktu znów bardzo przystępna, co sprawia, że jeszcze bardziej go kocham. Maskę kupisz tutaj (klik).

Oba produkty bardzo gorąco polecam. Używam ich już naprawdę długi czas i jeszcze mnie nie zawiodły. Uwielbiam ich delikatny zapach oraz opakowania z bardzo praktyczną pompką. Zdecydowanie to najwięksi przyjaciele moich włosów.

Witajcie kochani,

Przedstawiam Wam kosmetyki Bishojo. Fajne polskie produkty bez parabenów, silikonów i innych szkodliwych dodatków. Zapraszam Was na krótką, rzeczową recenzję moich ulubieńców. Bardzo podoba mi się nazwa, która w języku japońskim oznacza „piękna dziewczyna”.Firma ma w swojej ofercie naprawdę ciekawe kosmetyki do pielęgnacji i demakijażu (link do sklepu).

Krem wodny nawilżający 39,99 zł (tutaj możesz kupić)

W kremie widzę same zalety. Jest bardzo lekki i super nawilża. Wchłania się natychmiastowo i nie pozostawia klejącej skóry. Moja skłania się bardziej ku suchej i ten kosmetyk jest dla mnie świetną bazą pod właściwy krem. Używanie kremu wodnego w ten sposób weszło mi tak w nawyk, że nie wyobrażam sobie już nie posiadać go mojej codziennej pielęgnacji. Teraz w okresie grzewczym sprawdza się tym bardziej, bo jest dodatkowym kołem ratunkowym przed suchym powietrzem. Równie dobrze sprawdzi się w upały jako krem właściwy.

Jeśli mamy dzień bez makijażu możemy w prosty sposób poprawić sobie kondycję skóry stosując go kilka razy dziennie. Jest to właśnie główna przewaga wodnych kremów, są lekkie i przyjemne dla skóry, nie męczą jej, a kolejna warstwa w ciągu dnia nie zaszkodzi i nie zapcha.

Płyn micelarny do demakijażu 21,99 zł (kupisz go tutaj)

Pośród wszystkich metod demakijażu płyn micelarny jest moim złotym środkiem. Ten z Bishojo jest bardzo delikatny, a zmywa nawet mój wodoodporny eyeliner. Pod tym względem jeszcze mnie nie zawiódł. Skóra jest miękka i fajnie przygotowana do dalszego etapu pielęgnacji. Ja zazwyczaj po demakijażu myję jeszcze twarz wodą i żelem. W składzie zawarty ma kwas hialuronowy, o silnym działaniu nawilżającym oraz Ekstrakt z Perełkowca Japońskiego, który wzmacnia naczynka krwionośne. Ma wygodne opakowanie i pompkę, która jest dodatkowym atutem. Bardzo się polubiliśmy, świetny produkt!

 

Mimo, iż jestem blondynką ta recenzja skierowana jest  do kobiet o każdym kolorze włosów. Dlaczego? Już Was wtajemniczam…

Jakiś czas temu odkryłam naprawdę kapitalną rzecz. Linia kosmetyków ALFAPARF  PIGMENTS  RE do pielęgnacji włosów zniszczonych farbowaniem. Wydawać by się mogło, że to zwyczajna propozycja od  kolejnego koncernu. Nic bardziej mylnego.

Najlepsza pielęgnacja naszych włosów opiera się o takie produkty, które oprócz tego, że dbają o kondycje naszych włosów dodatkowo chronią kolor. Częste wizyty u fryzjera nie sprzyjają ich zdrowiu, wiec warto jak najdłużej utrzymać pożądany kolor w nienaruszonym stanie. Jak to zrobić? Wystarczy, ze co drugie mycie będziemy używać szamponów i odżywek właśnie z dozą takiego pigmentu, który będzie podbijał nasz kolor.

W Alfaparf bazą jest szampon i maska. W zależności od kolorów włosów dokupujemy sobie pigment, który potem mieszamy z danym kosmetykiem. Producent nazywa go ultra skoncentrowanym czystym pigmentem. Jeśli chcemy możemy używać szamponu bazowego bez pigmentu i dodać sobie tylko pigment do maski. Jednak idealne działanie będzie gdy dodamy pigment do wszystkich kosmetyków z linii. Chodź produkty przeznaczone są do częstego stosowania, ja używam  je co drugie mycie, na zmianę z innym szamponem już bez dodatku pigmentu.

Jakie mamy kolory pigmentów?

Wybór jest szeroki: złoty, miedziany, popielato-złoty, złoto-mahoniowy, fioletowo-popielaty.

Kolor pigmentu dobieramy indywidualnie do naszych farbowanych włosów. I tak np. jeśli ja jestem blondynką i zależy mi na utrzymaniu dość chłodnego odcienia mojego blondu zdecydowałam się na pigment fioletowo-popielaty, bo moje włosy lubią wypłukiwać się na ciepłe odcienie. Jest tez drugi pigment nadający się świetnie dla blondynek, a mowa tu o popielato-złotym, ale on nie zdał by u mnie egzaminu dlatego że, przy nieco żółtych refleksach ten pigment mógłby zostawiać włosy w odcieniu zielonkawym.

Cena malej tubki pigmentu kosztuje ok. 18 zł ( do każdego z moich  dwóch kosmetyków dodaje po jednej takiej małej tubce)

Cała gama kosmetyków PIGMENTS  jaka jest dostępna na rynku składa się z 3 szamponów i 3 masek o ukierunkowanym działaniu. Linia do włosów suchych, normalnych i do włosów zniszczonych. Także możecie kupić sobie inną linię i wtedy zmieszać z odpowiednim pigmentem.

Szampon PIGMENTS RE pojemność 200ml, cena ok. 32 zł

  • co obiecuje producent: przeznaczony do włosów zniszczonych, zawiera peptydy jedwabiu, które w inteligentny sposób osadzają się na włosie, przede wszystkim w najbardziej zniszczonych obszarach włókna. Łuski stają się bardziej spójne, jednolite i wzmocnione, a włosy bardziej miękkie, podatne na modelowanie.

  • moje spostrzeżenia: szampon jak szampon, cudów nie ma się co spodziewać gdyż jest on bardzo krótko na naszych włosach. Na pewno dzięki temu, że ma pigment bardziej pielęgnuje kolor, utrzymuje jego fajne nasycenie. Moim zdaniem też porządnie oczyszcza. Rzeczywiście włosy są błyszczące od samej nasady. Jest też bardzo wydajny, co jest dużą ulgą, bo opakowanie sprawia wrażenie, że szybko nam się skończy.

Maska PIGMENTS RE pojemność 200 ml, cena ok. 50 zł

  • co obiecuje producent: na opakowaniu napisane jest dokładnie to samo co na szamponie 🙂

  • moje spostrzeżenia: bardzo fajna treściwa maska. Zazwyczaj staram się ją trzymać minimum 5 minut, tak aby pigment miał szanse mocniej zadziałać i usunąć moje żółte odcienie. Czasem jak dłużej potrzymam mam wrażenie, natychmiastowego chłodniejszego odcieniu. Bardzo ją lubię. Włosy są błyszczące, miękkie tak jak obiecuje producent. Efekt ten utrzymuje się nawet w dość długim czasie od mycia. Maska tak jak szampon, jest wydajna i jedno opakowanie starcza mi na 2 miesiące z kawałkiem, a używam jej co drugi dzień.

Poniżej wymieszana już maska z pigmentem VIOLET ASH.

Napiszę Wam szczerze… lubię te produkty i zawsze polecam je najbliższym. Ponieważ pigment kupuje się osobno mam wrażenie, że kosmetyk jest bardziej profesjonalny i dobrze dobrany do mojego koloru włosów (uwaga przy mieszaniu, gdyż sam jest naprawdę silny, jak kapnie to ciężko będzie uniknąć trwalej plamy). Teraz jestem dłużej zadowolona z odcienia mojego blondu. Jestem pewna, że to dzięki nim. Pigments są jak mój osobisty ochroniarz przed utratą koloru z dnia farbowania:)

Polecam wypróbować!

AGA

 

Cześć dziewczyny,

przychodzę do was z krótkim postem z moimi świeżutkimi zakupami z Rossmanna. Dziś (10 października) zaczęła się promocja na kosmetyki kolorowe. Jeśli kupimy  minimum 3 dowolne różne kosmetyki ( niestety nie mogą się powtarzać te same) i należymy do klubu Rosmanna otrzymujemy zniżkę -55%. Na co ja się skusiłam?

Pierwszy do koszyka powędrował dobrze znany i uwielbiany podkład Rimmela „Wake me up” (mój kolor 200 soft beige). Świetny, dość dobrze kryjący podkład. Ma w sobie delikatne rozświetlające drobinki( coś ala brokat, ale bardzo drobniutko zmielony). Lubię jego konsystencję, nakładając go mam uczucie jakbym smarowała się kremem a nie podkładem. Wytrzymuje raczej standardowo do 6 godzin (bez poprawek), ale nawet jeśli trochę znika cera nadal wygląda ładnie. Jeśli zdarzy nam się jakiś nieprzyjaciel nie do końca potrafi go zakryć, więc tu musi wkroczyć w akcję korektor. Cena podkładu przed promocją to 44,99 zł.

…i właśnie ze względu na tych nieprzyjaciół zakupiłam już moje 5 opakowanie korektora Maybelline „AFFINITONE” (mój kolor 02). Całkiem porządnie kryjący korektor. Mam bardzo suchą cerę pod oczami, ale jeśli używamy dobrego kremu to świetnie sprawdza się właśnie w tym rejonie. Potrafi także przykryć małe niedoskonałości.  Czasem tuż po aplikacji lubi lekko zebrać się w załamaniach ale wystarczy raz przetrzeć palcem i już siedzi na swoim miejscu. Pamiętajcie, że każdy korektor czy podkład warto utrwalić pudrem. Dla mnie to najlepszy drogeryjny korektor, a przetestowałam ich już naprawdę sporo. Cena przed promocją 30,99 zł.

Podkład Maybelline „FIT ME” to u mnie nowość, więc takiej rzetelnej recenzji niestety Wam nie napiszę. Oczywiście słyszałam o nim tyle dobrego, że pokładam w nim bardzo duże nadzieje na długo utrzymujący się kosmetyk. Zachwalała go między innymi moja ulubiona yotuberka Zmalowana więc musiałam i ja go wypróbować. Pierwsze wrażenie na razie jak najbardziej na tak. Producent obiecuje, że pozostawia skórę nieskazitelną, kontroluje połysk i nie zatyka porów. Zobaczymy…

Cena przed promocją 28,49 zł.

 Dokupiłam także puder, więc myślę, że we dwoje będą robić dobrą robotę. Jak widzicie na zdjęciu mimo tego, iż dobrałam ten sam numer  co podkładu, puder jest znacznie jaśniejszy. Na ręce wręcz niezauważalny, co dla mnie akurat nie jest minusem. W dotyku puder jest bardzo jedwabisty. Cena przed promocją 31,49 zł.

Czas na pomadki!

Szminka LOVELY ” CREAMY COLOR” nr 2 to już mój MUST HAVE w torebce. Dokładnie ten kolor już miałam i bardzo lubiłam. Cóż za ta cenę nie ma co spodziewać się ekstra trwałości, ale za to ma ona inne zalety. W ogóle nie wysusza ust, pięknie pachnie ( zapach kojarzy mi się z budyniem śmietankowym) i jest bardzo komfortowa w noszeniu. Świetnie sprawdzała się u mnie na co dzień, ma fajne kremowe wykończenie… i ten kolor, powiedźcie sami czyż nie jest to piękny?! 🙂 Cena przed promocją 11,79 zł.

Skusiłam się też na moją pierwszą w życiu matową pomadkę. Wybór padł na LOVELY „K LIPS”. Widać od razu, że to klon pomadek Kylie Jenner…a czy udany to się okaże. Bardzo spodobał mi się kolor CANDY SHOP. Fajnie, że jest to zestaw i mam nadzieje, że kredka również przedłuży jeszcze bardziej trwałość koloru. Jedno jest pewne, po zrobieniu zdjęć miałam nie lada wyzwanie, żeby ją zmyć z ręki. Niestety nie udało się pomimo szorowania mydłem i płynem micelarnym. Zapowiada się, że jedzenie i picie będzie jej niestraszne, pozostanie na ustach nienaruszona. Cena przed promocją 25,39 zł.

To moje pierwsze zakupy. Jak widzicie jest to mix już sprawdzonych kosmetyków jak i trochę nowości. Teraz nie pozostaje mi nic innego jak się malować:)

Aga

 

 

 

 

 

 

 

 

Jeżeli ktoś zadałby mi pytanie jaki profesjonalny podkład polecam… bez wahania odpowiedziałabym, że MAKE UP FOREVER ULTRA HD STICK. Chodź musimy wydać na niego 199 zł w regularnej cenie, jest wart każdej złotówki. W zasadzie nie widzę w nim żadnych wad. Jest niezwykle poręczny, malutki przez co zmieści się nawet do kopertówki. Nigdy się nie wyleje i możemy go nałożyć miejscowo z dokładną precyzją. Ma bardzo przyjemna konsystencję, porównałabym ją do miękkiego masełka  tylko, że w sztyfcie. Nakładając go na twarzy mamy wrażenie jakbyśmy smarowały się kremem pielęgnującym, a nie solidnie kryjącym podkładem. Właśnie… i tu kolejny fenomen… świetnie kryje, a przy tym jest niezwykle lekki. Utrwalony pudrem trzyma się bez skazy nawet do 14 godzin, nie świeci się i nie rozwarstwia. Jestem posiadaczką skóry suchej więc nie mam problemów z wydzielaniem nadmiernego serum, ale jeśli zastanawiasz się czy ten podkład da sobie radę z cerą tłustą to wydaje mi się, że pod koniec dnia może już się błyszczeć, gdyż ma wykończenie satynowe. Na koniec jeszcze jeden duży plus: został stworzony  do pracy przed obiektywem, przez co nasza twarz  wychodzi  naprawdę dobrze na zdjęciach. Nie odbija światła, a cera jest bardzo promienna. Producent twierdzi, że jest niewidoczny w kamerach 4K. Mój podkład jest w kolorze Y245.

 

Plusy:

+solidne krycie bez efektu maski

+lekki, nie czuć go na twarzy

+przyjemny w nakładaniu

+nie utlenia się

+wytrzymuje  cały dzień bez poprawki

+idealny do sesji czy innych okoliczności przed obiektywem

+wydajny

+poręczne opakowanie, mega wygodne ( szczególnie w podróży)

+/- cena (to chyba zawsze sprawa indywidualna, warto kupić go na promocji -20%)

Minusy- brak

Moje typy, na które warto się skusić podczas promocji -49% w Rossmann:

Puder BOURJOIS HEALTHY BALANCE
Bardzo miły w używaniu kremowy puder nadający lekki kolor przy wykończeniu makijażu. Nie podkreśla suchych skórek i zdecydowanie świetnie radzi sobie z przedłużeniem makijażu. Dzięki niemu korektor i podkład nie wchodzą w zmarszczki. Naprawdę świetny kosmetyk do tego opakowanie jest ucztą dla oka.

Podkład BOURJOIS CC CREM 123 PERFECT
Fajny lekki, średnio kryjący podkład. Uwielbiam go na codzień, chociaż dobrze poradzi sobie też w zadaniach specjalnych typu wesele czy imprezy jeśli zależy nam na naturalnym efekcie. Moim zdaniem jego największą zaletą jest naturalny wygląd po nałożeniu. Jestem fanką raczej kryjących podkładów, dlatego ten jest fajną odskocznią od cięższych „kalibrów”. Na mojej suchej cerze wytrzymuje około 7-8 h bez poprawki.

Korektor BOURJOIS RADIANCE REVEAL
Rozświetlający korektor przypadnie do gustu osobom, które lubią lekkie korektory. Nie jest on najlepszy w zakrywaniu sińców, ale za to nie przeciąża delikatnej skóry pod oczami i nadaje jej zdrowy blask. Rozświetlenie macie gwarantowane:)

Baza pod makijaż ASTOR SKIN MATCH PROTECT PRIMER
Świetnie przygotowuje i rozświetla cerę przed nałożeniem podkładu. U mnie sprawdza się kapitalnie, bo przy suchej skórze dodatkowe nawilżenie jest mile widziane. Producent obiecuje wyrównanie kolorytu i rzeczywiście twarz jest ładniejsza po nałożeniu więc w lato śmiało można ją używać samą jeśli chcemy odpocząć od malowania.

Bronzer Wibo MATTE MIX BRONZE       Wyjątkowo dobrze napigmentowany bronzer o chłodnym wykończeniu, co zdecydowanie wyróżnia go spośród innych dostępnych bronzerów drogeryjnych. Dzięki paskom w rożnych odcieniach możemy użyć jaśniejszej lub ciemniejszej części i sprawnie wymodelować twarz. Gwarantuje Wam, że zostanie na buzi do końca dnia.Trzeba jednak nauczyć się go nakładać, bo jest dość mocny.

P

Jedyne co mogę Wam życzyć kochane, to trzymać się za portfel w tym „ciężkim” czasie tak wielkich promocji! 😊😊 Do następnego!

 Zgrany duet marki Clochee

Przeciwzmarszczkowy krem na dzień i odmładzająco- regenerujący na noc

Ten dwa kremy ocenię dla Was razem, bo nie zauważam między tym duetem jakiś znacznych różnic. Oby dwa mają taką samą konsystencje i oby dwa tak samo dobrze działają na skórze. Jeśli nałożyłabym je z zamkniętymi oczami odróżniłabym je tylko po zapachu.

Używanie ich daje uczucie odrobiny luksusu. Jeśli szukacie kremu z wyższej półki, to kupienie tego zestawu będzie dobrą decyzją, są warte swojej ceny ( ja kupiłam je w zestawie na Douglas.pl i dałam 179 zł, warto też czekać na promocje, które pojawiają się dość często zarówno na stronie producenta jak i na douglas.pl).

 

 

Kremy zamknięte w pięknym szklanym słoiczku z pompką, która jednak w moim odczuciu odmierza za małą porcje kremu. Muszę też wam przyznać, ze dużą obawą była dla mnie sprawa wydajności kremów, skoro zużywam aż 3 pompki myślałam ze szybko się skończą, tymczasem używam ich już dobry miesiąc i nie jestem nawet w połowie.

 Największym plusem kremów jest ich rewelacyjny skład, który ma w sobie tyle dobrych substancji,  że nie ma możliwości aby nie uczyniły czegoś dobrego dla naszej skóry. Używam ich oczywiście tak jak zaleca producent jeden na dzień, drugi na noc. Są to moje pierwsze produkty tej polskiej marki, ale na pewno nie ostatnie. Szykuje się do kupienia serum, które też ma bardzo dużo pochlebnych opinii.

Podsumowując:

+ przepiękny zapach

+ super naturalny skład

+ nie rolują się przy nałożeniu kilku warstw

+ krem na dzień świetnie gra z makijażem, nie waży się na nim podkład

+ po nałożeniu skóra jest miła w dotyku i ma się wrażenie odprężenia skóry

+ faktyczna pielęgnacja skóry twarzy

-/+ cena kremów (to zostawiam do subiektywnej oceny

-/+ bardzo szybko się wchłaniają co może być wadą dla osób z suchą skórą i zaletą dla osób, które nie lubią czuć kremu na twarzy

 – pompka dozuje zbyt małą ilość kremu

Polecam! 🙂

 

Ultranawilżający krem Resibo

Bardzo lubię wspierać polskie marki, a jeśli są to jeszcze małe firmy założone z miłości i pasji do tworzenia kosmetyków naturalnych ,to jak nie spróbować ich propozycji?

Moja skóra jest bardzo sucha, zastanawiając się jaki krem Resibo wybrać wahałam się pomiędzy odżywczym, a  właśnie tym ultranawilżającym. Ostatecznie  zależało mi na lżejszym kremie, ale takim który da trochę nawilżającego kopa mojej przesuszonej skórze

 

Plusy kremu:

+ pięknie opakowany krem, przychodzi do nas w  takiej tubce

+świetne poręczne opakowanie z pompką oraz z okienkiem dzięki czemu kremu mamy w buteleczce

+szybko się wchłania, bez pozostawienia klejącej powłoki

+ naturalny filtr uv

+makijaż dobrze utrzymuje się na twarzy

+/- cena (pozostawiam do subiektywnej oceny) koszt kremu ok. 79 zł

Minusy:

-zostawia lekką białą poświatę

-trzeba uważać z ilością jaką nakładamy na twarz, lepiej zachowuje się przy bardzo małej, gdyż większa ilość nałożona na zapas nie zdaje egzaminu. Tworzy nieprzyjemne uczucie ściągnięcia, co na pewno ma związek z naturalnymi składnikami  jakie zawarte są w kremie.

– brak uczucia nawilżonej skóry, jest raczej tępawa w dotyku

Podsumowując: krem mnie rozczarował.  W internecie krążą o nim dobre opinie, szczególnie chwalony jest przez blogerki. Sama nazwa: „ultranawilżający” powinna do czegoś zobowiązywać. Spodziewałam się, że na pewno nie będę odczuwała uczucia ściągnięcia, ale niestety pojawia się dosyć szybko po nałożeniu kremu. Zdaje sobie sprawę , że nie jest to krem natłuszczający, jednak skóra powinna czuć się komfortowo. Nie kupiłabym go ponownie, co nie oznacza, że nie skusze się chociażby na odżywczy krem tej marki… może okazać się dużo lepszym kosmetykiem.