Lato to czas kiedy każda z nas chce wyglądać perfekcyjnie. Bycie fit jest wciąż w modzie. Aby mieć wymarzoną sylwetkę, często musimy przejść długi proces wymagający cierpliwości i sporej  motywacji. Co zrobić gdy pomimo naszych starań ciało nie spełnia naszych oczekiwań? Endermologie Alliance to zabieg, który naszą „pomarańczową skórę” będzie miał pod kontrolą, a przynajmniej jest to świetny wstęp aby spróbować się z nią uporać!

Dla mnie ta seria zabiegów, które przeszłam to była czysta przyjemność. Czy też tak macie, że kiedy ktoś zaczyna Wam coś robić, stajecie się senni? Czy to fryzjer, kosmetyczka.. u mnie zawsze błogi relaks. Najchętniej chodziłabym na LPG trzy razy w tygodniu dożywotnio.

Pewnie zastanawiacie się czemu wybrałam te zabiegi nie posiadając zbędnych kilogramów? Cały czas najbardziej zależy mi na utrzymaniu skóry w jak najlepszej kondycji i odwleczenie tego nieuniknionego czyli już widocznego cellulitu. LPG właśnie świetnie spełnił moje oczekiwania. Jeśli jeszcze ten sam zabieg ma oczyścić mój organizm z toksyn jestem już kupiona😊

Ok, ale na czym polega zabieg?

Enedermologie LPG Alliance  to zabieg cieszący się ogromną popularnością. Jest to najnowocześniejsze urządzenie LPG, które gwarantuje uzyskanie znacznie szybszych efektów niż w przypadku zastosowania klasycznej endermologii. Wyszczupla, modeluje i pomaga pozbyć się cellulitu. Największą zaletą tej metody jest precyzyjność, ponieważ działa dokładnie w miejscu gdzie powstaje cellulit, poprzez stymulowanie komórek organizmu do odbudowy. Nie ma znaczenia, czy problemem jest cellulit wodny, tłuszczowy lub cyrkulacyjny- ta metoda poradzi sobie z każdym, nawet najbardziej opornym rodzajem nierówności. Zabieg jest delikatny, nieinwazyjny i bardzo mocno zbliżony do naturalnego masażu. Efekty pojawiają się stopniowo, a terapia przebiega łagodnie. Masaż limfatyczny i wibracje świetnie eliminują toksyny z organizmu. Stymulują unaczynienia oraz poprawiają krążenie krwi i limfy. Endermologie jest także polecany w terapii przeciwobrzękowej i ujędrnianiu skóry po odchudzaniu. Bezkonkurencyjnie to jeden z najbardziej skutecznych zabiegów na cellulit.

Wiecie, że wskazany jest także dla kobiet w ciąży po pierwszym trymestrze? Często pod koniec ciąży, przyszłym mamom bardzo puchną nogi, zbiera się woda. LPG to świetne rozwiązanie na tę bolączkę.

Szczegóły zabiegu…

Przed rozpoczęciem dostajecie tzw Endermowear czyli biały kombinezon, w którym odbywa się zabieg. Umożliwia on lepszy poślizg głowicy, którą jesteśmy masowani.  Wspomniana głowica, zasysa naszą skórę wprawiając ją w delikatne wibracje. W czasie zabiegu skóra jest mocno ugniatana w różnych kierunkach, co pobudza krążenie i stymuluje skórę do podjęcia procesów regeneracyjnych. Skóra rozpoczyna intensywną produkcję elastyny i kolagenu, co dodatkowo poprawia jej elastyczność.

Jest to na duże ułatwienie i ulga dla kobiet, które nie do końca czują się komfortowo odsłaniając swoje ciało. Tutaj jesteście w pełni zakryte i możecie bez barier cieszyć się zabiegiem. Następnie ustalacie sobie z osobą wykonującą zabieg na jakich partiach ciała najbardziej chcielibyście popracować przez te 40 minut. Później kładziecie się i cieszycie chwilą relaksu. Oczywiście w miarę upływu czasu, np. przy kolejnych zabiegach moc zasysania i wibracji na pewno będzie większa, ale wg mnie to nadal przyjemne odczucie aniżeli ból. U mnie skupiałyśmy się na brzuchu, pośladkach i udach.

Kluczową sprawą przy pełnej kuracji endermologicznej jest przestrzeganie zasad zdrowego odżywiania oraz uprawianiu aktywności fizycznej. Dodatkowo aby wspomóc oczyszczanie organizmu musicie pić minimum 2 litry płynów dziennie. Co niby jest oczywistością… ale wiadomo jak to jest w rzeczywistości.

Pełna kuracja, dzięki której osiągniemy satysfakcjonujące efekty to około 10-20 zabiegów. Jednak wszystko zależy od celów jakie sobie postawimy przed rozpoczęciem serii zabiegów oraz indywidualnych uwarunkowań organizmu. Pierwsze efekty można zauważyć już po 2-3 zabiegach

Jestem bardzo zadowolona z mojej serii zabiegów. Oczywiście polecam Wam z całego serca wybranie się do CLINICANOVA w Gdańsku (klik). Mają najnowszy sprzęt i przemiłą, bardzo fachową obsługę. Zdecydowanie jest to moje miejsce gdzie będę wracać.

Buziaki,

Aga

 

To moja pierwsza lniana rzecz w szafie. Fajna, ale jak to len trochę się gniecie. W sumie ja jestem luzak w takich sprawach i mi to nie przeszkadza. Ważne, że z domu wychodzę wyprasowana🙂 Na Polską pogodę jest to idealna tkanina. Przewiewna, naturalna ale w chłodniejsze dni daje schronienie przed wiatrem. Na pewno zauważyliście, że panuje wszechobecny boom na len🙂Dziś jasno i klasycznie. Buty to moja nowość z brilu( klik). Są ze skórki i o tym, że są prze wygodne i miękkie chyba nie muszę pisać ❤️Pozdrowienia z plaży !

Buziaki,

Aga

marynarka- TARANKO (klik)

spodnie- CELLBES (klik)

buty- BRILU.PL

okulary- ASPEZO.PL

 

 

O pielęgnacji można napisać nie jedną książkę. Każdy ma swój własny sekret i receptę na dobry stan skóry. Ja często testuje kosmetyki i nie jestem wierna jednym. Lubię używać kremy czy inne produkty do pielęgnacji. Obecnie w mojej pielęgnacji wiodą prym kosmetyki Element. Mam cztery produkty od nich. Krem do twarzy na dzień z filtrem SPF15, krem pod oczy, pianka do mycia twarzy oraz krem do rąk. Cała ta różowa linia zawiera filtrat ze śluzu ślimaka, czyli taką jego lżejszą, bardziej bogatą formę. Co w nim takiego dobrego? Pomaga walczyć ze zmarszczkami, a jednocześnie mocno odżywia oraz przyśpiesza odnowę skóry. Sprawia, że wygląda na młodszą i bardziej wypoczętą. Wg producenta krem regeneruje skórę, przyspiesza jej odnowę i opóźnia procesy starzenia. Najbardziej byłam ciekawa kremu do twarzy (klik). Moje wrażenia po stosowaniu tego produktu są bardzo pozytywne. Skóra jest bardzo przyjemna i rzeczywiście nawilżona. Jednak dla skóry bardzo suchej myślę, że może być ciut za lekki. Duży plus za filtr, szczególnie teraz latem bardzo się sprawdza kiedy chcemy chronić naszą skórę przed promieniami słońca.

Mam bzika na punkcie pielęgnacji okolic oczu. Dlatego też, od kremów do tej okolicy zawsze dużo wymagam. Ten od element należy do lżejszych kremów, czyli jest idealny na lato (klik). Fajnie gra z korektorem i nie waży się.  Zauważyłam, że lekko rozjaśnia skórę co jest na duży plus. Ma poręczne opakowanie z pompką.

Jeśli chodzi o piankę to ją uwielbiam (klik). Nie przepadam za żelami do mycia twarzy, wolę coś delikatniejszego i tu właśnie idealnie spisuje się pianka. Nie wysusza skóry i przyjemnie się ją używa.

Kremy do rąk używam tonami.  Ten kosmetyk na pewno kupię ponownie. (klik). Nie pozostawia klejącej powłoki i świetnie, błyskawicznie się wchłania. Po za tym przeciwdziała oznakom starzenia,a kolor opakowania za każdym razem poprawia humor😊 Wszystkie ich kosmetyki znajdziecie w Rossmannie jak i na ich stronie internetowej (klik).

 

 

 

Dzień dobry kochane,

Dziś przychodzę do Was z rajem dla brwi. Jakiś czas temu przyszła do mnie paczka z Delia Cosmetics z ich całą ofertą do brwi. Muszę Wam przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem. Wiele z tych produktów już znałam, ale większość to było nowe odkrycie. Produkty są naprawdę godne uwagi. Firma przykłada bardzo dużą uwagę do jakości i oraz  wyglądu produktu. Opisałam każdy rodzaj bardzo krótko, aby Was nie zanudzić. To co.. zaczynamy!:)

Serum na wzrost rzęs i brwi- wzmacnia rzęsy i brwi, zapobiegając wypadaniu. Widoczny efekt już po 15 dniach stosowania. Fajna opcja aby odbudować swoje rzęsy i brwi.

Zestaw do stylizacji brwi-zestaw zawiera wosk, dwa pudrowe cienie w naturalnych kolorach i wygodny pędzelek z dwoma ukośnymi pędzelkami. Dla większej wygody kasetka ma wbudowane lusterko.

Henna do brwi i rzęs żelowa-występuje w trzech odcieniach: grafitowy, ciemny brąz i czarny. W zestawie posiada nawet aplikator ze szczoteczką i miseczkę do mieszania. Henna pozwala uzyskać efekt głębokiego koloru na około 2 tygodnie.

Jedno składnikowa ekspresowa henna do brwi- wystarczy aplikować ją co 3 dni. Łatwo i szybko można uzyskać piękny kształt i kolor. Starcza do 20 aplikacji. Zawiera olej arganowy i nie posiada utleniaczy. Występuje w dwóch odcieniach: czarnym i brązowym.

Żelowy korektor do brwi z keratyną– doskonałe wykończenie makijażu i podkreślwnie oprawy oczu. Fajny do codziennego stosowania. Nie barwi na stałę. Można go dostać w dwóch odcieniach: brązowy i czarny.

Pomada do brwi– zestaw zawiera dwustronny aplikator dzięki czemu łatwo można wyprofilować wymarzony kształt rzęs. Fajne podręczne opakowanie nadaje się świetnie do noszenia pry sobie w torebce. Dostępne kolory: jasny brąz, ciemny brąz, grafit.

Henna do brwi kremowa-henna zawiera olej arganowy. Występuje w trzech odcieniach: grafitowy, ciemny brąz i czarny. Posiada innowacyjną, delikatną pielęgnująca formułę. Efekt utrzymuje się do 2 tygodni a opakowanie starcza do 15 aplikacji.

Tradycyjna henna do brwi-to już kultowy produkt. Szybki i wygodny w uzyciu. Wystepuje w trzech klasycznych kolorach.

Kremowa maskara do brwi-świetnie dopełnia codzienny makijaż. Posiada małą szczoteczkę do precyzyjnego malowania. Jeden z moich ulubuonych produktów. Nie pozostawia grudek i nie skleja włosków.

Witajcie!

Dziś krótko o moich ostatnim ulubieńcu kosmetycznym.  Przedstawiam Wam olejek do usuwania makijażu z firmy Resibo.  Znajdziecie go tu(klik). Jest to świetna alternatywa jeśli chcecie spróbować czegoś innego niż płyn micelarny czy mleczko. Podstawowym plusem takiego olejku jest fakt, że podczas usuwania kosmetyków kolorowych jednocześnie pielęgnuję skórę. Jako posiadaczka skóry suchej, czuje dużą ulgę, bo po całym procesie oczyszczania skóra nie jest ściągnięta i przesuszona. Co jest dużym zaskoczenie te cudo świetnie ukoi także cerę tłustą. Dlaczego? Olejek świetnie reguluje pracę gruczołów łojowych, dobrze ją oczyszcza oraz działa antybakteryjnie.Bardzo podoba mi się wygodna pompka i dołączony ręczniczek, który poprawia także efekt demakijażu i delikatnie peelinguje cerę. Olejek Resibo składa się z wielu naprawdę wartościowych składników :Olej abisyński, Olejek manuka, Olej lniany, Olej z pestek winogron, Tocopherol – witamina E. Przyznajcie, że skład robi wrażenie. Naprawdę z całego serca polecam ten produkt. To nie bedzie moje ostatnie opakowanie. Jestem dumna, że mamy tak wspaniałą polską firmę kosmetyczną!

 

 Dzień dobry,

Dziś przedstawiam Wam moje trio z Annabelle Minerals (klik). Są to mineralne kosmetyki do makijażu. O właściwościach tego typu kosmetykach możemy przeczytać bardzo dużo dobrego. Działają one niezwykle dobroczynnie na naszą skórę. Nie tylko pełnią rolę kosmetyków do  upiększania naszej cery, ale dodatkowo jeszcze potrafią ją leczyć, zasuszając np drobne krostki trądzikowe. Są całkowicie naturalne. Zostały stworzone dla cer problematycznych lub takich, które przeszły poważniejsze zabiegi upiększające ( peelingi laserowe, botoks czy operacje plastyczne). Do wyboru macie podkłady kryjące, rozświetlające i matujące. Ja posiadam zestaw kryjący (klik). Chciałabym aby recenzja była bardzo praktyczna, bez zbędnych opisów, dlatego poniżej wypunktowałam Wam moje spostrzeżenia, które jednocześnie są też zaletami tych kosmetyków.

 

 Moje spostrzeżenia:

-produkty niezwykle wydajne. Bardzo dobrze łączą się z cerą. Używam je ponad miesiąc i nie widzę znacznych śladów ubycia.

-zarówno  puder jak i korektor to kosmetyki bardzo kryjące, wystarczy nałożyć naprawdę nie wielką ilość produktu

-róż utrzymuje się na policzkach cały dzień. Świetnie współgra także z innymi podkładami nie-mineralnymi

-makijaż jest nie wyczuwalny ma twarzy, nieważne ile produktu nałożysz. Naprawdę bardzo przyjemne uczucie 😊

-polecam zakup pędzli Annabelle, świetnie jakościowo. Ja posiadam Flat topa, który jest bardzo miękki i idealny nawet do nakładania różu na policzki

– w ciągu dnia wymaga jednak troszkę przypudrowania, ale u mnie dzieje się tak dopiero po dobrych 7-8 godzinach

– Pamiętaj! Może się zdarzyć, że każdy krem będzie dobrze współgrał z podkładem mineralnym. Warto szukać idealnej pary. U mnie jako baza nie zdał egzaminu bardzo treściwy odżywczy krem. Dlatego teraz wybieram lżejsze, ale dobrze nawilżające

– cera powinna być dobrze nawilżona i zadbana, wtedy makijaż będzie idealny

Na Instagramie w wyróżnionych relacjach możecie zobaczyć jak nakładam te produkty oraz jak wyglądają na skórze bezpośrednio po nałożeniu. Pytałyście także jak dobrze dobrać odpowiedni kolor. Annabelle ma w swojej ofercie wysyłkę próbek. Jest to fajny sposób, aby dobrać sobie kolor odpowiednio do aktualnego odcienia naszej skóry. W razie wątpliwości Panie są bardzo pomocne i posiadają duże doświadczenie więc polecam konsultację np. przez e-mail. To co, kto dołączy ze mną do mineralnego świata kosmetyków kolorowych? U mnie teraz czas na wypróbowanie cieni do powiek 😊

 

Okres karnawału to dobry czas, żeby zainspirować się trendami w makijażu. Kto z Was wybiera się na imprezę karnawałową i nie ma jeszcze pomysłu jak wyróżnić się makijażem, może w tym poście znaleźć kilka inspiracji.

W tym roku modny jest metaliczny efekt. Zagościł już na oczach, ustach i paznokciach. Delia na powieki proponuje nam piękne odcienie niebieskiego. Połączony z odcieniami szarości da niesamowity efekt. Potem wystarczy tylko już podkreślić oko czarną kredką Soft Eye Pencil Black , wytuszować rzęsy Mascarą New Look 3D Lashes i gotowe!

Już od paru sezonów odchodzi się od ciężkich podkładów, na rzecz tych lekkich i rozświetlających. Ja jestem zdecydowanie na tak! Skóra wygląda świeżo i promiennie. Podkład Luxury Look Lumi&Healthy świetnie daje egzamin. Jest lekki, nie robi tapety i ładnie ujednolica twarz. Do kompletu proponuję puder matujący i fajny mix na policzki.

Jeśli chodzi o trendy jakie goszczą na ustach to przede wszystkim ponadczasowa czerwień, wchodząca w kolor wina i burgundu. Jest to moja pierwsza  matowa metaliczna pomadka (Matt Liquid Lipstick – Metallic Finish, Jennifer 106 ) i jestem zachwycona. Dokładając kolejne warstwy możemy nawet stopniować sobie intensywność połysku.

Doskonałym dopełnieniem karnawałowego looku będą paznokcie z drobinkami. Delia wprowadziła całą kolekcję lakierów Galaxy, które zwracają na siebie uwagę. Mam nadzieję, że mój makijaż przypadł Wam do gustu 🙂

Udanego karnawału!

 

Cześć kochani!

Dziś moja recenzja kremu różanego do twarzy 1.1 face the cream fridge by yDE 🙂

Wiedziałam, że będzie dobry. Jak może być inaczej skoro w środku same naturalne składniki. Ale to jakie odczucia miałam po nałożeniu przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Najlepszy krem jaki w życiu miałam. Bogaty ale przepięknie się wchłania, nie pozostawiając klejącej warstwy. Kolejna rzecz, która mnie zachwyciła to fakt, że twarz się nie świeci. Rano kiedy po innych kremach zazwyczaj nie ma już śladu na twarzy, krem fridge po prostu nadal nawilża i odżywia twarz. Moje podkłady świetnie się z nim dogadują. Nie zauważyłam też, aby skóra nadmiernie się świeciła w czasie dnia. Tylko cena może trochę boleć. Jednak obiecuję, że po użyciu nie będzie Wam żal ani złotówki. Wszystkie kosmetyki Fridge pakowane są ręcznie przez laborantów. Trzymamy je w lodówce.

 

Krem jest naszpikowany ogromną ilością substancji aktywnych. Opóźnia proces starzenia się skóry. Substancje aktywne (zawarte m.in. w olejku różanym) wnikają przez warstwę naskórka do skóry właściwej. Dzięki temu, toksyny zawarte w skórze są wydalane, i dobre substancje wchodzą w głąb naskórka. Olej różany jest jednym z najlepszych antyoksydantów, ponieważ zawiera wysoką ilość witaminy C. Moja skóra po miesiącu stosowania zdecydowanie ma ładniejszy koloryt, co mnie też zadziwiło znikły drobne przebarwienia. Przy takiej bombie witaminowej skóra staje się mocna i jest chroniona przed złymi czynnikami zewnętrznymi. Polecam Wam to różane cudo z całego serca. Już wiem, że jak tylko mi się skończy kupię kolejne opakowanie. Aha… zapomniałam wspomnieć. Sami powiedzcie jak uroczy jest słoiczek, a produkt przychodzi przepięknie zapakowany w torebeczkę. Uczta dla oka:)

 

 

 

Cześć kochani!

Dziś jeden z najmilszych tematów czyli kosmetyki kolorowe.

Już ponad miesiąc testuje cztery produkty do makijażu Lirene. W końcu najwyższa pora, aby podsumować moje refleksje.

Zacznę od bazy  rozświetlającej pod makijaż BE GLAM, po nią pierwszą sięgam jak rozpoczynam malowanie. Produkt przychodzi do nas w bardzo poręcznej niedużej tubce, wygodnej do wyciskania. Ma dość przyjemny lekko kwiatowy zapach. Baza jest koloru białego ale po rozsmarowaniu nie zostawia białej poświaty. Zawiera rozświetlające drobinki, które pięknie stapiają się ze skórą. Nie bójcie się, ponieważ są one kompletnie nie widoczne. Perłową taflę można dostrzec jedynie na opuszkach palców po nałożeniu. Skóra rzeczywiście jest lepiej nawilżona, a perłowy pigment fajnie odbija światło. Baza bardzo szybko wchłania się w skórę.  Ma nietłustą konsystencję. Już po chwili nie czuć, że w ogóle ją nałożyliśmy co dla mnie jest dużym plusem. Same wiecie jak nieprzyjemne jest uczucie na twarzy gdy mamy nałożone zbyt ciężkie kosmetyki. Producent zapewnia, że jest odpowiednia dla każdego rodzaju cery. Ja mogę zagwarantować Wam, że dla suchej jak najbardziej. Stosuję ją parę razy w tygodniu gdy zależy mi aby makijaż wytrzymał dłużej niż zazwyczaj.

 

Trwałość makijażu zależy też od dobrze dobranego podkładu. Ten z Lirene PERFECT TONE jest dla mnie strzałem w dziesiątkę. Jako jeden ze wszystkich moich podkładów najdłużej pozostawia moją skórę bez świecenia się w strefie T. Jestem nim naprawdę zachwycona i nie widzę w nim żadnych minusów. Ma bardzo przystępną cenę, szklany słoiczek z pompką i bardzo ładne odcienie. Mój to light 110. Dla bladzioszków w zimę idealny. Podkład nadaje subtelny połysk skórze i wyglądamy naprawdę na bardziej wypoczęte. Lubię go za lekkość, jest praktycznie nie wyczuwalny na skórze. Na buteleczce możemy przeczytać, że fluid lekko kryje. Według mnie kosmetyk ma bardzo fajne średnie krycie i w zupełności przykrywa drobne zaczerwienienia czy niedoskonałości. Naprawdę polecam dziewczyny, wypróbujcie go!

Korektor do zadań specjalnych BE PERFECT od Lirene ma maskować zmarszczki i niedoskonałości. Stosuje go codziennie pod oczy. Fajnie przykrywa cienie. Mam taki trik, że aby jeszcze bardziej zwiększyć krycie korektora możecie po nałożeniu odczekać chwilkę jak lekko zastygnie i dopiero wklepać resztę. Oba korektory są w bardzo poręcznych małych tubkach, zakończonych aplikatorem w gąbeczce. Dzięki temu przy dobrej wprawie niemalże, nie musimy używać rąk do ich wklepania. Znów tak jak poprzednie kosmetyki jest lekki, a jego aksamitna konsystencja stapia się ze skórą, przez co wygląda bardzo naturalnie.

Jego brat to korektor rozświetlający NO DARK CIRCLES. Produkt ma za zadanie poprawić mikro cyrkulację krążenia pod oczami, a przy tym zakryć cienie. Ja nie mam dużych cieni więc u mnie jak najbardziej zdaje egzamin i nie mam do niego żadnych zastrzeżeń. Jestem bardzo miło zaskoczona kosmetykami kolorowymi Lirene. Widać, że stawiają na dobrą jakość i z ciekawością przetestuję kolejne nowinki makijażowe z tej firmy.

Na koniec chciałabym jeszcze wspomnieć Wam o bardzo przyjemnych maseczkach typu peel off. Mieszamy je z wodą, nakładamy i po 10-15 minutach ściągamy zastygniętą plastyczną masę. Znam je już od jakiegoś czasu i używanie ich to czysta przyjemność. Każda z nich ma bogata formułę z jakimś dobroczynnym składnikiem. Moja ulubiona to regenerująca z olejkiem rozmarynowym, a przed wielkimi wyjściami ta napinająca z 24k złotem i perłą.  Dzięki nim każda z nas może zrobić sobie w domu małe SPA.

Cześć kochani!

Dziś przychodzę do Was z recenzją bardzo przyjemnego duetu: kremu i serum Lirene z serii C+D pro vitamin energy. Jest to zgrany team nawilżający i rozświetlający dla cery normalnej po 30 roku życia. Kosmetyki zawierają unikalny potrójny kompleks witaminowy. Połączenie dwóch form witaminy C, które zapewniają doskonałe wchłanianie, odmładzają i rozświetlają cerę. Docierają też do głębokich warstw skóry stymulując syntezę kolagenu. W swoim składzie posiadają także witaminę D, która wzmacnia barierę naskórkową i stymuluje odpowiedni sposób nawilżenia. Trzecia z witamin to „witamina młodości” skutecznie działająca z oznakami starzenia. Są napakowane dobroczynnymi składnikami, które służą poszarzałej skórze.

 

Nawilżający krem- żel rozświetlający C+D pro Vitamin Energy

Na początek zajmijmy się kremem. Jego konsystencja jest bardzo przyjemna, inna , bo bardziej żelowa. Ma to swoje duże plusy szczególnie w lato, kiedy skóra potrzebuje lekkich, szybko wchłaniających się kosmetyków. W kremie widoczne są maleńkie kuleczki z witaminą E, które podczas wmasowywania kremu wnikają w skórę. Kosmetyk ma bardzo przyjemny cytrusowy zapach. Stosuję go rano i wieczorem. Makijaż świetnie się na nim trzyma, mam wrażenie, że dzięki żelowej konsystencji skóra nie jest obciążona i nie świecę się kilka godzin po nałożeniu podkładu. Jestem przekonana, że to będzie mój krem numer jeden szczególnie gdy zrobi się ciepło.

 

Skoncentrowane StimuSerum C+D pro Vitamin Energy

Prawdziwy strzał energii dla skóry. Świetnie uzupełnia się z kremem z tej serii. Bardzo go polubiłam. Serum stosuje na noc przed nałożeniem kremu właściwego. Oprócz twarzy nakładam go pod oczy i na szyję. Bardzo szybko się wchłania. Fajnie napina skórę i czuć, że dobrze ją nawilża. Ma taki sam przyjemny letni zapach jak krem. Buteleczka z pompką, jak zwykle najlepiej się sprawdza w codziennym stosowaniu. Dzięki zawartości witaminy C, skóra naprawdę jest lekko rozjaśniona. Kosmetyk warty uwagi.

Podsumowując, jeśli masz normalną cerę i szukasz świetnych, szybko wchłaniających się produktów ta seria jest dla Ciebie. Przyjemne dla oka opakowania, świetny orzeźwiający zapach i rozświetlający kompleks witaminy C na pewno poprawi kondycję zmęczonej skóry. Ja jestem na tak!

Buziaki,

Aga