Świąteczny klimat poczułam już pod koniec listopada, kiedy poleciałam do Niemiec. Jejku… oni mają kompletnego fisia na punkcie świąt Bożego Narodzenia! W weekend, kiedy zaczął się adwent, w telewizji puścili koncert na tę okoliczność. Siedzieliśmy przed telewizorem i jednogłośnie stwierdziliśmy, że klimat koncertu sprawiał wrażenie, jakby jutro miała być Wigilia.  U nas w Polsce dopiero wszystko budzi się do świątecznego życia. Koncert był naprawdę fajny , ale najwięcej śmiechu było kiedy niemiecka dziewczynka, pojechała do Betlejem po światełko. Piękna scenka, gdzie idzie z tą latarenką betlejemskimi brukowanymi uliczkami i nagle…. mija kiosk, gdzie jak byk napisane: ZŁOTO, SREBRO, PAMIĄTKI… a przy napisie wisi siatka z „Biedronki”. Szkoda, że nie widzieliście naszych min. Siatka z „Biedronki”!? Serio!? Najwidoczniej to najlepszy sposób sklepikarzy, żeby przyciągnąć wzrok Polaka. Ciekawe, czy ekipa kręcąca  zamiast do Betlejem nie trafiła przypadkiem do jakiegoś polskiego miasteczka?    Z pewnością mało który Niemiec, skojarzył jaka to była komiczna scena, pewnie nawet nie wiedzieli, że ten cały krajobraz był bardzo polski.

img_9711

 

Pierwszy raz miałam okazje być na świątecznych kiermaszach w Niemczech. Oj, co tam się dzieje… Nie wspominam o tłumach w sobotnie popołudnie, gdzie żeby przejść chodź kawałek trzeba być dobrym w przepychaniu się łokciami. Grzane wino w ceramicznych kubkach (kubek jak i wino oczywiście przywiozłam sobie do domu), prażone migdały i ciepłe kasztany jadalne. Pycha! Ten unoszący się zapach cynamonu. Święta całą gębą! Mnóstwo stoisk z bawarskim jedzeniem. Stragany z ozdobami na choinkę, foremkami do ciasteczek, przeróżnymi rękodziełami. Nawet jest specjalna strefa dla dzieci i mini – pociąg z maszynistą, który zabiera dzieciaki na przejażdżkę. Fajne miejsce spotkań po pracy i w weekendy. Widać, że  Niemcy ten czas bardzo celebrują. Brakuje tego u nas. Chociaż w niektórych miastach zaczynają się już pojawiać takie miejsca, jednak jest to mała namiastka tego, jak takie Weihnachtsmarkt wyglądają w Niemczech. Mam też kilka zdjęć zrobionych u lokalnego ogrodnika, który co roku organizuje przepiękne świąteczne wystawy, gdzie można kupić przeróżne ozdoby. Zostawiam Was ze zdjęciami, chodź przyznam nie łatwo było je zrobić, ze względu na pogodę i tłok na kiermaszu 😉

    

                                              

Warto zdać się na siebie będąc na wakacjach. Nie leżeć  cały urlop plackiem nad basenem przekręcając się tylko z boku na bok. Dziś chciałabym pokazać wam małą część moich  wakacji na Zakynthos. Przed 6 dni zrobiliśmy 600 km na kładach. Wyjeżdżaliśmy rano, wracaliśmy często już po zmroku. To był niesamowity czas. Zdaje siebie sprawę, że nie wszystkim odpowiadałaby taka forma aktywnego wypoczynku ale ja jestem zakochana w motorach wiec i kłady nie były wcale gorszą alternatywą.

 

img_2167

 

img_2142

 

img_2136-2
Wolność! Jest to pierwsze towarzyszące uczucie, jakie przyszło nam do głowy, kiedy zaczynaliśmy nasza przygodę z kładami. Otwierasz oczy rano,  wrzucasz coś na ząb i ahoj przygodo! Wiecie, co najbardziej kocham w motorach? To, że w krótkim czasie mogę tak wiele zobaczyć. Jest to zupełnie inne odczucie niż w samochodzie to tak jakby fakt siedzenia bez żadnych barier zbliżał cię do rzeczywistości w jakiej danej chwili się znajdujesz. Uwielbiam to! Jeździsz po wioskach, patrzysz na ludzi, domy i ich podwórka, gdzie często coś robią i zastanawiasz się jak wygląda ich życie. W godzinę masz możliwość odwiedzić tak wiele różnych miejsc.
Mam straszną słabość do Grecji. Jeśli trzeba by było wybrać jeden kraj, który chciałoby się odwiedzać przez resztę życia, to byłby właśnie ten kierunek. To trochę tak jak drugi dom. Byłam tam już 5 razy, a mój najdłuższy pobyt trwał prawie 4 miesiące. Chociaż wiem, że to banalnie zabrzmi kocham tą niezaskakująca i stabilną pogodę, ich luźny lekko olewczy stosunek do życia i  język. Mam też to szczęście, że od początku poznaje Grecję z najprawdziwszej strony czyli od strony jej mieszkańców, gdyz posiadsamy rodzinę w Atenach.

 

20160522_180758

 

20160523_142605

 

Mój mąż zna język grecki. To otwierało nam wiele szans na jeszcze lepsze przygody. Oni posiadają w sobie tyle dystansu i spokoju ducha. Są też bardzo rodzinni. Dzień przed końcem wakacji wracając z zatoki wraku, czując już niezły głód zatrzymaliśmy się w górach pod domem z pięknym wielkim drzewem oliwnym, który tworzył swoisty parasol dla przydomowej tawerny. Byliśmy dwoma kładami i 7 osobowym autem. Musiał być niezły widok kiedy nagle ich codzienny spokój przerwało 11 wesołych głodnych Polaków. Maciek poszedł spytać czy mają suflaki. Z domu wyszła mała, starsza kobieta w białej chustce zawiązanej tak jak to babcie lubią najbardziej. Kobieta powiedziała, że owszem tak ale idzie obudzić syna. Wyobrażacie sobie to?! Godzina 14 prowadząc tawernę idziesz sobie na sjestę. Syn wstał i przywitał nas przyjaźnie. Do tego stopnia, że do naszego przywiezionego ze sobą winka przyniósł nam szklanki i lód. Zamówiliśmy suflaki. I wiecie co?! To były najlepsze sauflaki jakie jedliśmy w życiu. Usiedliśmy przy długim stole pod tą wielką oliwką, raczyliśmy się winem i cieszyliśmy się chwilą. Zaprosiliśmy Greka do stołu. Opowiedział nam jak tak naprawdę im się żyje, jak dużo państwo im zabiera. Tu widać wspólne cechy z Polską, gdzie małe firmy płacą ogromne opłaty za bycie na swoim. Dostaliśmy zaproszenie do jego kuchni. Pokazali nam jak robią swoje własne sery. Piece opalane drewnem, w której przygotowują mięso. Niby to takie wszystko zwykle i proste co pisze ale uwierzcie mi takie chwile długo się pamięta. Ktoś pokazuje ci kawałek swojego świata i wprowadza cię do swojej kuchni. Takie przygody są najlepsze!

 

dsc_0577

 

20160526_170955

 

Było to w maju i trochę czasu już minęło ale kiedy jak nie teraz jest najlepszy czas na wspominanie. Zdecydowanie robi się cieplejsza atmosfera wokół i jakoś ta pogoda za oknem nie straszna.

 

dsc_0727

 

img_1917

 

img_1825

 

Kłady dają dużo większe możliwości dojechania w mniej dostępne miejsca. Wielka frajda! Wjeżdżasz na plażę, poszaleć na brzegu, zdobywasz górskie szczyty dojeżdżając tam pięknymi, kamienistymi drogami. Na wyspie jest dużo wąskich asfaltowych dróg, które idą wysoko w góry, gdzie tereny nie są zamieszkałe. Wjeżdżając na szyty można dosłownie zachłysnąć się niesamowitymi, wręcz bajkowymi widokami. Wjeżdżając właśnie po kolejnej nieznanej drodze dojechaliśmy do budowanego właśnie domu. Z rozmowy z budownikami dowiedzieliśmy się, że buduje je pewnien Szwajcar i później je sprzedaje. Powiem wam, że często wracam myślami do tego domu, widok był tak niesamowity. Staliśmy na tarasie tego domu i chyba każdy z nas miał w wyobraźni jak by to było, gdybyśmy w nim mieszkali. Niesamowite! Zobaczcie sami…

 

img_1947

 

img_1953

 

img_1943

 

Przez te 6 dni przygody ciągle było nam mało. Może dlatego, ze kochamy motory i to jest zdecydowanie nasza pasja. Pewnie jeszcze nie raz opiszę tu kilka fajnych tras jakie można zrobić chociażby po Kaszubach. Tymczasem do następnego razu !
img_2166

 

img_2200

 

img_2201

 

img_2205

 

20160522_182727

 

20160522_183822

                          Zgubieni wśród wiosek, pytamy o drogę… w końcu z pomocą nadciąga Pop… chyba był najlepiej obeznany ze wszystkich mieszkańców 🙂

 

20160526_142221

 

img_1985